12 wnętrzarskich rymowanek i moich mądrości

Od czasu do czasu powiem coś głupiego: i po polsku i po angielsku. Nagminnie mówię pierczak kuczony, zamiast kurczak pieczony. Zamiast powiedzieć I’m watering flowers, powtarzam I’m flowering water... Za każdym razem! Nie mogę się tego oduczyć i basta. Ale od czasu do czasu powiem też coś mądrego, głębokiego... Aż sama jestem zaskoczona, że coś takiego wyszło spod mojego podczasza. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze coś, o czym nie wiedzieliście. Wymyślam rymowanki. I to nie byle jakie, bo dekoracyjne! We wnętrzarskim świecie istnieje mnóstwo zasad, a wymyślanie rymów ułatwia ich zapamiętanie. Poza tym jestem wesołym typem. Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła czegoś śmiesznego.

 

Poniżej znajdziecie 12 moich mądrości: od tych banalnych, poprzez rymowanki, aż po te poważniejsze. Dajcie znać, co o nich myślicie. Który z tych podpunktów spodobał Wam się najbardziej, który najmniej? Który sobie wyryjecie w sercu lub w głowie? A może sami macie śmieszne powiedzonka lub rymy? Podzielcie się nimi, ja z przyjemnością dowiem się, że nie jestem w tym odosobniona.

Wnętrzarskie rymowanki i inne mądrości. InteriorsPL

1. Gdy w nowoczesnym wnętrzu drewna brak, wyjdzie z niego zimny wrak. Gdy lśniących rzeczy Ci w domu brakuje, chata wyglądem Ci nie podziękuje!

 

2. Marzenia same się nie spełnią. Czasem trzeba o nie walczyć z uporem osła idącego za marchewką (z posta 31 rzeczy, których nauczyłam się przez 31 lat życia)

 

3. Jestem jak zachód słońca – trwam kilka minut. Raz zachwycam, raz przechodzę niezauważona.  Takich jak ja były, są i będą tysiące. Dla nielicznych jestem tą jedyną, niezapomnianą chwilą. 

 

4. Nuda we wnętrzu mierzona jest wprost proporcjonalnie do ilości przedmiotów zawieszonych nad sofą. Jedno lustro – nuuuuuda. 6 luster – bomba!

 

5. Ludzie piją szampana, gdy świętują. Ja kupuję i otwieram szampana, gdy mam za sobą dzień z piekła rodem. Przetrwałam! Pora się ‘nagrodzić’.

 

6. Jesteśmy w sobie zabujani. Pokazujemy na blogach swoje zdjęcia do których musieliśmy pozować latając z dwadzieścia razy do statywu i ustawiać na samowyzwalacz, uśmiechając się pod nosem z nadzieją, że wyjdzie szczerze. Pokazujemy domy, wakacje, ubrania, dzieci... I czekamy za choć jednym pozytywnym komentarzem. A później kolejnym... 10 minut później odświeżamy stronę w nadziei, że jest jeszcze jeden, bo nasze ego urosło już troszkę, ale chce urosnąć jeszcze bardziej. Nie? Nic się nie dzieje? Napiszę update na Facebook, tam na pewno ktoś polubi mój status. I jeszcze fotka na Instagram, och, tutaj zawsze lubią. Ego jest mile połechtane, bo właśnie zauważyłam, że mam już 20 komentarzy na blogu! O, ale co to? Ktoś napisał, że brzydka sukienka i nie ładnie mi w niej. No, jak ona tak śmie? Przecież moja sukienka jest super, nikt takiej nie ma. Poza tym, czy ona nie widzi, że zdjęcia są bardzo ładne i jak świetnie się na nich prezentuję? Ech, odpiszę jej, niech wie! O cholera, zapomniałam, przecież nie mogę napisać nic niemiłego, bo zaraz wywołam awanturę i dostanę więcej takich niemiłych komentarzy. Najlepiej usunąć... tak, usunę jej komentarz i będzie, jakby go nigdy nie było.

Tak... jesteśmy w sobie zabujani i lubimy udawać, że jesteśmy idealni. Chociażby na zdjęciach... idealny dom, wakacje, ubrania, dzieci... Pięknie wystylizowane... Muszą dostać choć kilka pozytywnych komentarzy...

 

7. Szerokie na 13 cm pasy, To wcale nie grubasy, To miłe dla oka wygibasy (rymowanka o idealnej grubości pasów malowanych na ścianie).

 

8. Poznaj 6 sekretnych broni każdego wnętrza – len, metal, sizal, drewno i szkła nałęcza. Połącz len, metal, sizal i drewno – to super połączenie, na pewno! Szkła do tego dodaj, podziękujesz mi bodaj!

Wnętrzarskie rymowanki i inne mądrości. InteriorsPL

 

9. Jak łączyć kolory własne? To proste! Połącz ciepłe z zimnym, ciemne i jasne! 

 

10. Nasze życie przypomina jazdę samochodem. Czasem droga jest łatwa i przyjemna z pięknymi widokami, czasem kręta i niebezpieczna. Łapiemy gumę, tracimy kontrolę nad pojazdem. Niby tylko na chwilę, ale wystarczająco, aby nami nieźle zachwiać.

Droga zawsze wiedzie nas dokądś. Zastanawiam się właśnie, gdzie moja mnie poniesie. Chociaż cel i tak zawsze jest jeden. Lubimy zaglądać w lusterko wsteczne, choć to i tak nie ma sensu. Co się stało, to się nie odstanie. 

Czasem silnik nawali... daliśmy dupy. Nie zawieźliśmy go na czas do mechanika. Robicie sobie regularne przeglądy? Kiedy ostatnio robiliście sobie badania krwi, kału, moczu? 

 

11. Gdzie w łazience trochę drewna, tam sukcesów moc jest pewna (tą już znacie z posta 7 wnętrzarskich rzeczy, które powinniście zrobić już teraz).

 

12. Zrób coś ze sobą! Jeśli nie Ty, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?


5 lekcji do wyciągnięcia z najpopularniejszych galerii na Instagram

Moją ulubioną formą zasypiania jest od jakiegoś czasu przeglądanie zdjęć na Instagram. Zachwycam się pięknymi stylizacjami, kolorowymi ujęciami i przesłaniem, które czasem aż wypływa z tych digitalnych fotografii. Chciałabym napisać, że śnią mi się później po nocach, ale tak dobrze nie ma.

Od zawsze miałam głupkowate sny. Gdy jako nastolatka pracowałam latem zbierając wiśnie i czereśnie nocami śniły mi się śmiejące się do mnie i skaczące po drzewach owoce. Pamiętam też cudowne sny o lataniu, choć najczęściej jest to coś szalonego, jak ostatniej nocy – poszłam do restauracji i zamówiłam całą ośmiornicę. A Ci, którzy mnie znają wiedzą, że moja miłość do owoców morza kończy się na rybach i krewetkach. Reszta jest bleeeee. Skąd więc w mojej głowie nawet pomysł, żeby zamówić coś tak ekstrawaganckiego? Ale ja nie o tym chciałam przecież pisać ;)


Macie Instagram? Bo ja przyznaję się szczerze, że jeszcze w nim raczkuję. Mam go od kilku (kilkunastu? Nawet nie pamiętam) miesięcy, ale już udało mi się zrobić kilka poważnych błędów. Po pierwsze – mój stary telefon robił okropne zdjęcia. Już się ich pozbyłam. Wierzcie mi – były okropne. Po drugie, zaczęłam z nazwą inną, niż mój blog. No bo jak się ma Rokoko do InteriorsPL? No, nijak! Po trzecie, nie umieszczałam zdjęć regularnie... raczej w ostępach po 2-3 tygodni.

ALE w tym roku obiecałam sobie, że bardziej skoncentruję się na moim Instagram i już można zobaczyć pierwsze efekty. A że ja jestem z tych, którzy starają się naprawdę wyciągać wnioski z popełnionych błędów, przeglądając zdjęcia innych galerii zauważyłam pewne schematy, które z pewnością pomagają tym galeriom być tak dopracowanymi i tak popularnymi. Jestem ciekawa, czy Wy też zwróciliście na to uwagę? Niemniej od dzisiaj chcę zacząć się ich trzymać, a piszę o tym, bo pomyślałam sobie, że Wy też może na tym skorzystacie?


1.   Mam styl i się go trzymam

Każda moja ulubiona galeria na Instagram ma coś, co je łączy – unikalny styl.  Wszystkie zdjęcia są połączone jedną rzeczą: czy to kolorem, stylem, fotografowanymi przedmiotami lub nastrojem. Dzięki temu stają niepowtarzalne i nie do podrobienia. Widząc je możemy od razu domyślić się, kto je zrobił, nawet bez spoglądania na podpis lub hasztagi. Najlepsze przykłady takich galerii znajdziecie u Moi_Mili i Lightpoem.

Czego można się nauczyć od Instagram. InteriorsPL

 

Mój plan działania: metodą prób i błędów chcę odkryć mój fotograficzny głos. Chcę robić zdjęcia, które będą pasowały do mojej wizji i robiąc które będę podekscytowana. Wierzę, że tylko wtedy uda mi się znaleźć mój własny, unikalny styl.

Czego można się nauczyć od Instagram. InteriorsPL.com

 

2.   Mniej znaczy więcej

O ileż przyjemniej wchodzi się na czyjąś galerię, kiedy ta jest lekka i przyjemna dla oka. Zdjęcia od razu stają się bardziej atrakcyjne! Od dzisiaj zamiast robić nieprzemyślane zdjęcia ‘byleczego’, żeby tylko coś umieścić obiecuję i sobie i Wam, że zacznę przywiązywać większą uwagę do robionych zdjęć. Coś jak Jestem_Kasia – zobaczcie, jak przejrzysta jest jej galeria! Cukiereczek dla oka.

Czego można nauczyć się od Instagram. InteriorsPL

 

3.   Strefy komfortu nie istnieją!

Miss_etc jest tego najlepszym przykładem. Każdego dnia jej zdjęcia zachwycają feerią kolorów i niejednokrotnie zastanawiałam się, jak ona to robi? No jak? Każde jej zdjęcie fascynuje, opowiada historię i widać, ile musiała nad nimi myśleć! Tym bardziej doceniam jej fotograficzne historie.

Jeśli również chcecie robić takie zdjęcia mam dla Was dwie wiadomości – dobrą i złą. Zła jest taka, że musicie zacząć eksperymentować i wyjść poza swoją strefę komfortu. Dobra jest jednak taka, że inni tym bardziej docenią Wasze wysiłki! A i Wy będziecie z siebie niesamowicie dumni!

Czego można nauczyć się od Instagram. InteriorsPL

 

4.   Za kulisami

Uwielbiam zdjęcia Czary z Drewna, ale do moich ulubionych należą te, na których widać, jak spędza czas w weekendy, jak się relaksuje i jak wygląda jej normalny dzień. Drewniane dekoracje Al pojawiają się na każdym zdjęciu w jej galerii, co tylko potwierdza moją teorię z punktu 1.  

Zresztą nie tylko Czary z Drewna pokazuje zdjęcia zza kulis. Niebałaganka również czasem uchyla rąbka tajemnicy.

Czego można nauczyć się od Instagram. InteriorsPL
Czego można nauczyć się od Instagram. InteriorsPL

 

5.   Fotografuj tylko to, co kochasz

Wierzę, że tylko robiąc to, co kochamy będziemy naprawdę usatysfakcjonowani i się nigdy nie znudzimy. Oglądając fotki Make my place i Kwestia smaku com czuć tą miłość, prawda? Dziewczyny naprawdę robią zdjęcia z sercem i to jest wspaniałe. Ilekroć je widzę, sama mam ochotę chwycić za mojego iPhona!

Lekcje od Instagram. InteriorsPL.com
Lekcje od Instagram. InteriorsPL

 

Czy zgadzacie się z tymi punktami? Czy tak jak i ja uważacie, że to one przyczyniły się do tego, że te galerie cieszą się tak dużą popularnością? A może to nie na tym to wszystko polega? Jak myślicie, dlaczego jedne galerie są bardziej popularne od innych?

Czy i Wy od dzisiaj zaczniecie działać według powyższych wskazówek? Jeśli chcecie zobaczyć, jak mi idą moje instagramowe poczynania, zapraszam na Instagram InteriorsPL.


7 wnętrzarskich rzeczy, które powinniście zrobić już teraz!

Czy lubicie wyzwania? Jeśli ktoś powiedziałby Wam na przykład, że na pewno nie będziecie w stanie czegoś zrobić... Jak zachowalibyście się słysząc takie słowa? Udowodnilibyście koledze, że jest w błędzie, czy zatwierdzilibyście fakt, że faktycznie... nie dla Was takie zadania. Ja wiem, że próbowałabym zrobić tej osobie na przekór i zrobiła wszystko co w mojej mocy, żeby to zrobić. Coś, jak przekorna nastolatka której mama mówi, żeby nie zadawała się więcej z tym chłopakiem. Co młodociana robi słysząc takie słowa? Oczywiście zadaje się z nim jeszcze bardziej :)

 

Pytam o to, ponieważ myślałam, żeby dać Wam kilka zadań wnętrzarskich do wykonania. Nowy Rok sprzyja wszak nowemu. A żeby Wam lepiej szło, powiedziałabym, że pewnie i tak nie dacie sobie z nimi rady... Podziałałoby na motywację? Ale zanim odpowiecie mi na to pytanie, przeczytajcie najpierw moją listę wyzwań wnętrzarskich. Podzieliłam je na dwie części: sypialnię i łazienkę, bo to na nich chcę dzisiaj skupić Waszą uwagę...

Jak urządzić sypialnię. InteriorsPL.com

 

Sypialnia

 

Spójrzcie świeżym okiem na swoją sypialnię i zmieńcie w niej 3 rzeczy. Tylko tyle potrzeba, żeby tchnąć w nią nowe życie!

  • Jak wysoka jest Wasza lampka nocna? 

Usiądźcie na łóżku i spójrzcie na nią. Jeśli dół jej klosza jest niżej, niż Wasz podbródek, pora pomyśleć o nowych lampach. Dlaczego? Ponieważ zakłócają proporcje pokoju. Pomyślcie tylko... Łóżko jest ogromnym meblem. Malutkie lampki nocne nijak się mają proporcjonalnie w stosunku do tego 'kolosa' :) Innym sposobem na wybrnięcie z tego problemu jest ustawienie lamki na stosie książek, lub ozdobienie jej większym abażurem – nie wydacie majątku, a lampa ‘urośnie’ kilka centymetrów.

 

  • Co trzymacie na stoliku nocnym?

Choć tak naprawdę bardziej interesuje mnie to, jak to trzymacie? Czy wiedzieliście, że możecie mieć cały stos różnych najpotrzebniejszych przedmiotów (od kremów do rąk, aż po budzik), które nie będą wyglądały jak bałagan, jeśli ustawicie je wszystkie na małej, ozdobnej tacce? Nie żartuję, spróbujcie! To dlatego dekoratorzy wnętrz ciągle stosują ten trick – tajemnica rozwiana ;) Inny sposób na wybrnięcie z tego problemu: jeśli w domu tacek brak, w podobny sposób możecie użyć deski, ramy na zdjęcia, książki lub lustra. Tylko błagam... nie używajcie serwetek z poliestru!

  • To gdzie jest to lustro?

Przynieście do sypialni lusterko. A teraz spójrzcie na swój pokój przez jego odbicie. To trick, którego używają artyści, żeby spojrzeć 'nowym' okiem na coś, do czego zaczęli się przyzwyczajać. Jeśli więc czujecie, że w sypialni jest jakiś dekoracyjny zgrzyt, jednak nie wiecie, co nim jest lub gdzie on jest, użyjcie lusterka! Gwarantuję Wam, że od razu go dostrzeżecie!

 

 

Łazienka

 

  • Jeśli w łazience nie ma okna, zamontujcie w niej tak duże lustro, żeby odbijało się w nim światło lampy sufitowej. Łazienka stanie się nie tylko jaśniejsza, ale sprawi też wrażenie większej. Moja rada: typowo łazienkowe lustra bez ram są taaaaaakie nudne. Jeśli chcecie mieć łazienkę z jajem, kupcie lustro w ozdobnej ramie.

 

  • Zamiast chować ładne ręczniki w szafie, zrolujcie je i włóżcie w koszyk. Zyskacie piękną dekorację łazienkową bez wydawania żadnych pieniędzy! Każdy ma przecież w domu jakiś koszyk, prawda? Jeśli leży gdzieś zapomniany, tym bardziej warto go wykorzystać w tak fajny sposób!
  • Kto powiedział, że w łazience nie mogą stać normalne meble? Obok wanny ustawcie polakierowany stolik. Świetnie się tu sprawdzą małe ogrodowe stoliki lub drewniane pieńki. Trzymajcie na nich kosmetyki i zapachowe świeczki. Od dzisiaj to Wasze prywatne SPA!
  • Nigdy, przenigdy nie zapominajcie o czymś drewnianym (lub drewnopodobnym) w łazience. Nieważne, czy to podstawka pod mydło, czy szafka pod umywalką. Przy takiej ilości chromu, lśniących płytek i surowych form to jedyny sposób, żeby nie stworzyć chirurgicznie wyglądającego pomieszczenia! Ja zawsze powtarzam - "Gdzie w kibelku trochę drewna, tam sukcesów moc jest pewna" ;) Czymkolwiek jest dla Was sukces w łazience...

 

Mam nadzieję, że z tą wiedzą od dzisiaj łatwiej Wam będzie podejmować dekoracyjne decyzje.

Nie siedźcie bezczynnie. Zamiast czekać, aż w Waszym domu nastąpi dekoracyjna rewolucja, sami ją zacznijcie. Jeśli nie teraz, to kiedy? Latem? Żal Wam będzie siedzieć w domu :) Znam to z autopsji! Teraz jest idealna pora na to, żeby eksperymentować z wnętrzami. Nawet jeśli nie możecie pozwolić sobie na ogromne zmiany, pamiętajcie, że kilka sprytnych dodatków też może wiele!

A jeśli utkniecie w martwym punkcie, pamiętajcie, że jestem tu dla Was. Wyślijcie mi w komentarzu zdjęcie problematycznego wnętrza z krótkim opisem, a dostaniecie moją radę, co w nim zmienić, żeby było lepiej.

 

Ale pewnie i tak nie dacie sobie z tym Wszystkim rady... ;) 

Czarno-białe fotografie do pobrania... prosto z Dingle

Czy macie gdzieś takie miejsce, do którego Was ciągnie? Miejsce, do którego możecie uciec, gdy jest Wam źle, lub poczuliście zachwianą równowagę i czujecie, że tylko tam możecie ją odzyskać? Okolicę, której już sam widok Was relaksuje? Chcę Was jednak przystopować. Jeśli myślicie teraz o swoim domu lub ogrodzie – to się nie liczy.

Moje ‘dobre miejsce’ jest jakieś półtorej godziny jazdy samochodem od mojego domu, w cudownej miejscowości Dingle. Góry i ocean w jednym. Piękne, kolorowe miasteczko, wspaniała atmosfera, cudowne plaże... Jeśli kiedykolwiek będziecie w Irlandii, koniecznie musicie je zobaczyć na własne oczy. Ja już od wielu lat jestem nim oczarowania.

Plakaty do pobrania. InteriorsPL.com

 

Jedną z głównych atrakcji Dingle, nie jest dla mnie wbrew pozorom znany delfin Fungi, a cudownie kremowe, ręcznie robione lody o smaku soli morskiej z małej lodziarni Murphy’s. To najlepsze lody, jakie kiedykolwiek jadłam. Lepsze nawet od włoskich z Włoch! Tak więc naturalnym jest, że ilekroć tam jestem, zachodzę do środka i cierpliwie czekam w długiej kolejce, aby standardowo zamówić dwie gałki lodów i kawę latte. A kolejki tam są prawie zawsze, nie ważne od pory roku. A wiecie, co jest najlepsze? Że za darmo możecie spróbować każdego smaku lodów, zanim zdecydujecie, które chcecie.

 

Tak więc siedziałam sobie wczoraj w Murphy’s i zajadałam lodami, gdy za oknem padał grad i były tylko jakieś 3 stopnie na plusie. Ale ani mnie, ani ogromnej grupie Amerykanów to wcale nie przeszkadzało. Bowiem powiadam Wam – te lody wkrótce będą bardziej znane od Fungi.

Plakaty do pobrania. InteriorsPL.com

 

Miasteczko Dingle jest typowym miastem turystycznym, z wieloma hotelami, B&B, barami, restauracjami i sklepami. Tutaj jednak zdaje się panować zasada, że im bardziej kolorowa elewacja budynku, tym lepiej. Przekupki na targu próbują nawołać klientów. Tutaj klienci są nawoływani kolorami. Przechadzając się więc uliczkami, można niejednokrotnie dostać oczopląsu: fioletowe budynki z turkusowymi okiennicami tuż obok neonowo-żółtych drzwi. Coś cudownego. Tutaj nie można się dąsać lub strzelać fochy.

 

Kidy znudzi Wam się feeria barw, proponuję Wam zabawę – wsiądźcie do samochodu, wyjedźcie z miasteczka i od teraz skręcajcie z głównej drogi w każdą wiejską idącą w stronę oceanu: ile dzikich plaż uda Wam się znaleźć? Ja po tylu latach nadal odkrywam kolejne, coraz to nowe, które jakimś sposobem przeoczyłam poprzednimi razy. Jeśli zgłodnieliście, zróbcie sobie piknik. Ja otworzyłam mój termos z kawą, wyciągnęłam zapakowane kanapki i wdychając te świeże morskie powietrze, zjadałam wszystko ze smakiem. Długo jednak nie zabawiłam, bo zaczął się przypływ. Ale dzięki temu odwiedziłam kolejną plażę... i jeszcze kolejną... Aż w końcu dotarłam do Inch Beach – plaży, po której można jeździć samochodem. Oczywiście nie było mi to dane z powodu rzeczonego przypływu, ale zdążyłam na zachód słońca. Nie ja jedna. Obok mnie ustawiło się kilka innych aut – każdy z zapartym tchem obserwował, co Matka Natura nam zgotowała.

Plakaty do pobrania. InteriorsPL.com

 

Do domu wróciłam z garścią muszli, odciskami na piętach (od nowych butów), lżejszą głową i naładowanymi bateriami. Ale nie tylko! Zrobiłam ponad 300 zdjęć podczas tej wyprawy. Z Wami chcę podzielić się czterema. Są to czarno-białe fotografie do pobrania. Przedstawiają fasady budynków z Dingle. Każdy niepowtarzalny, każdy wyjątkowy. Hotel, bary i sklep – kwintesencja miasteczka. U mnie zawisną w biurze, gdy tylko wydrukuję je na większym formacie. A Wy gdzie planujecie je zawiesić?

Kliknijcie w poniższe linki, aby pobrać zdjęcia w większym formacie.

 

Czy byliście kiedyś w Dingle? Jakie były Wasze wrażenie z tej miejscowości? Co Was urzekło w nim najbardziej? A może spotkaliście się oko w oko ze staruszkiem Fungi?

Plakaty do pobrania. InteriorsPL.com
Plakaty do pobrania. InteriorsPL.com

Oszczędzanie w kuchni: jak ugotować 8 obiadów za 13 złotych

Czy przeglądając kiedyś zdjęcia na Pinterest lub po prostu surfując po bezbrzeżach sieci natrafiliście na magiczne zdjęcie obiecujące wyższy stopień wtajemniczenia, jak ugotować kilka do kilkunastu obiadów za jedyne 10 dolarów (w Waszym przypadku złotych, a moim euro)? Muszę Wam przyznać, że zawsze mnie te obietnice intrygowały... Tak długo i do tego stopnia, że postanowiłam na własnej skórze przekonać się, czy i jak to faktycznie jest wykonalne.

Dobra wiadomość jest taka, że TAK, to prawda! Nie wydając więcej, niż zaledwie 13 Euro, udało mi się kupić wystarczającą ilość składników do ugotowania 8 obiadów dla 2 osób, 4 chleby bananowe i 4 porcje jedzenia dla 2 psów. Cały sekret polega w sprytnym robieniu zakupów, planowaniu i... zamrażarce.

Oszczędzanie. Mrożenie obiadów. InteriorsPL.com

 

Jak robić zakupy, żeby oszczędzić?

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, gdzie i o której (bo jak się okazuje to też ważne) zrobicie zakupy. Nie jestem pewna, jak jest w Polsce, ale u mnie w Irlandii najtańsze warzywa i owoce są w Lidlu i Aldi, a największe przeceny są wieczorem w Tesco. Obliczyłam, że pod koniec każdego dnia przecenione produkty schodzą w dół aż o 70%: wszystko, co ma dzisiejszą datę (od chleba aż po mięso) musi się sprzedać tego dnia, albo pójdzie do kosza na śmieci. I tak co dzień. Jednak z robieniem takich zakupów trzeba mieć odrobinę szczęścia – nie zawsze uda się znaleźć coś ciekawego.

Ponadto używam wszystkich kuponów, jakie tylko mogę znaleźć. Gdy na początku grudnia w gazecie były kupony na zwrot 10 euro, gdy wyda się 50 do Lidla i Aldi, kupiłam ją, pomimo tego, że normalnie nie kupuję gazet. Oba kupony wykorzystałam później w Tesco, które przyjmuje kupony konkurencyjnych sklepów. I zamiast wydać 50 euro na zakupy, wydałam dzięki nim 32 (wliczając w to cenę gazety). 20 euro w kieszeni :)

Chcąc zaoszczędzić trzeba umieć planować przyszłościowo i mieć otwarty umysł. Nie dalej, jak przedwczoraj udało mi się znaleźć wielkie kawałki przecenionej, surowej szynki – z 12 euro na 2.70. Od razu kupiłam 3, co zaoszczędziło mi prawie 28 euro! Po powrocie do domu zakasałam rękawy i zaczęłam wielkie gotowanie.

 

Jak oszczędzić w kuchni?

Samo robienie zakupów jednak nie wystarcza: na tym oszczędzanie się nie kończy. Z wszystkich kupionych składników trzeba jeszcze ugotować posiłki.

Jakiś czas temu nie wydając więcej niż 13 euro udało mi się kupić żeberka, kawał szynki, dwie torby marchewek, dwie torby słodkich ziemniaków, 3 rzepy (w Irlandii są bardzo popularne), dwie kiście bardzo dojrzałych bananów.

Jak oszczędzać w kuchni. InteriorsPL.com

 Ugotowałam i upiekłam z tego zapas obiadów na ponad 8 dni:

  • 4 porcje szynki duszonej ze słodkimi ziemniakami
  • 4 porcje żeberek w marchewce
  • 6 porcji rzepy do obiadu
  • 4 chleby bananowe
  • 4 porcje jedzenia dla psów ugotowanych z obierek od warzyw.

Wszystko zapakowałam w worki i zamroziłam. Z worków zawsze staram się odessać jak największą ilość powietrza – zauważyłam, że jedzenie lepiej się zamraża, a i w zamrażarce jest więcej miejsca.

Jak oszczędzać w kuchni. InteriorsPL.com

Wspaniale jest czasem się obudzić i pomyśleć sobie:

-‘Dzisiaj mam lenia. Nie chce mi się gotować’, po czym wstać z łóżka i wyciągnąć z zamrażarki gotowy obiad, który będzie czekał na nas rozmrożony po naszym powrocie z pracy. Wystarczy go tylko podgrzać i zjeść! Albo gdy nie czujemy się najlepiej... Albo gdy musimy zostać dłużej w pracy i martwimy się, że mąż/dzieci ‘poumierają’ z głodu do naszego powrotu.

Początkowo niechętnie i z obawą podchodziłam do idei zamrażania jedzenia. Bałam się, że będzie smakowało inaczej, że się źle zamrozi lub że nas potruję. Ale wiecie co? Moje obawy były zupełnie bezpodstawne! Kilka przeczytanych artykułów w sieci o tym, jak blanszować warzywa i co się nadaje lub nie nadaje do zamrażania (jakieś 15 minut lektury przy popołudniowej kawie) i poczułam się pewniej. Jak na razie nie popełniłam jeszcze żadnej gafy, oboje żyjemy, a obiady w ogóle nie mają różnicy w smaku.

Jak oszczędzać w kuchni. InteriorsPL.com

Mojemu mężowi tak bardzo spodobała się idea ‘leniwych dni bez gotowania’, że gdy po Świętach została nam masa resztek jedzenia, zamroził je wszystkie sam: od puree ziemniaczanego, aż po ciasta. Wyszło nam z tego 10 obiadów i 8 deserów. Dodatkowo ja byłam przeszczęśliwa wiedząc, że nie będziemy musieli tego wszystkiego jeść sami aż do Nowego Roku. Uczciwie mogę napisać, że to była jedna z przyczyn, dla których nie przytyliśmy w te Święta.

 

Minusy zamrażania obiadów:

  • Trzeba mieć dużą zamrażarkę. Nam jedna przestała wystarczać, musieliśmy dokupić nową. Koszt jej zakupu już dawno nam się zwrócił.
  • Nie wszystko da się zamrozić. Na przykład gotując zupę ‘do zamrażalki’ nie dodaję do niej śmietany. Robię to dopiero po rozmrożeniu i podczas jej podgrzewania.
  • Niektóre warzywa muszą być najpierw blanszowane.
  • Obiady nie powinny być mrożone dłużej niż 3 miesiące. Po upływie tego czasu zaczną powoli przypominać smak... tektury.
  • Po zamrożeniu wiele produktów wygląda prawie tak samo. Ja moje torby z jedzeniem podpisuję, dodatkowo umieszczając na nich datę, kiedy zostały zamrożone. Wymyśliłam również tablicę z listą zamrożonych produktów, która wisi bezpośrednio nad zamrażarką. Kiedy wyciągamy coś z niej, skreślamy z listy tą pozycję. Dzięki temu zawsze wiemy, co mamy. Wymyśliłam ten system po tym, jak raz wpadłam w szał, wyciągając wszystko po kolei z zamrażarki, bo nie pamiętałam, co się w niej znajduje. Już nie mam tego problemu. I siwych włosów nie przybywa.

 

Jestem ciekawa, czy Wy też zamrażacie obiady ‘na później’? Jakie są Wasze sposoby oszczędzania w kuchni? Jak Wy robicie zakupy, żeby zaoszczędzić?