Wczoraj na Facebook zadałam Wam pytanie, co wolicie: rozwiązania gotowe, czy rozwiązania kreatywne. Zdecydowana większość zgodnie odparła, że kreatywne.

Basia napisała, że remontuje właśnie mieszkanie i przerabia meble z lat 60 i 70: w nowym wydaniu będą u niej meble do jadalni oraz pokoju dziecięcego.  Dominika lubi robić wszystko samodzielnie i robi to dla własnej satysfakcji, ale jak słusznie stwierdziła, nie na wszystko jest czas, nie na wszystko są chęci lub wystarczające umiejętności... Wtedy trzeba posłużyć się rozwiązaniami gotowymi. U Karoliny elementem decydującym jest to, co akurat ma pod ręką – najpierw szuka czegoś, co prawdopodobnie ma już w domu, a jeśli nic takiego nie może znaleźć, kupuje daną rzecz.

 

Po co kupować, jeśli już to mamy? 

A co, jeśli powiedziałabym Wam, że czasem to, czego akurat potrzebujecie... macie już u siebie? Nowe zasłony, dywany, abażury na lampy, wieszaki, gałki do mebli, itp., itd. Nie widzicie tego jednak i mimo wszystko pędzicie do sklepu wydawać ciężko zarobione dutki. Pewnie myślicie teraz, że oszalałam, mam rację? Przecież wiecie dokładnie, co macie w domu. No, może nie do końca jesteście przekonani co do szopki w ogrodzie, bo tak ja do swojej, często tam nie wchodzicie przerażeni wizją spasionych pająków, które tylko na Was czyhają, ale ogólnie wiecie, co macie, no nie? No właśnie nie.

Tysiące ludzi każdego dnia stoi przed wyborem: kupić coś, czy zrobić to samodzielnie. Osobiście wyznaję zasadę, że jeśli mogę coś zrobić samodzielnie, nie lubię tego kupować. Wiem, że Wy również. Wszak pisaliście o tym na Facebooku! Celem mojego dzisiejszego posta jest pokazanie Wam, jak używać rzeczy, które z pewnością macie już u siebie, ale w inny, bardziej kreatywny sposób. Jeśli nie wykorzystacie ich, aby zaoszczędzić, z pewnością polubicie je za ich pomysłowość.

 

15 sposobów na użycie normalnych rzeczy w innowacyjny sposób

1.      Stojak na wino może posłużyć również jako efektowny wieszak na ręczniki kąpielowe. To świetny sposób na dekorację łazienki!

2.       Metalowy lub druciany kosz na śmieci odwrócony do góry nogami będzie zgrabnym stolikiem pomocniczym. Ja kilka lat temu właśnie w ten sposób wykorzystałam dużą osłonkę na donicę. Jeśli dodatkowo umieścić na niej okrągłą deskę do krojenia, stworzymy industrialny mebel, którym nie pogardziłby żaden loft-lover.

Donica jako stolik

3.       Ale to nie wszystko! Druciane i wiklinowe kosze mogą stać się też wspaniałymi lampami!

4.       Jeśli szukaliście kiedykolwiek bezskutecznie kapy na łóżko w kolorze, który będzie koordynował z wyglądem Waszej sypialni, ten pomysł jest dla Was. Użyjcie kawałków materiałów lub zasłon!  Setki dekoratorów na całym świecie używają tego sposobu. Sama niedawno stanęłam przed dylematem, co zrobić, żeby ożywić sypialnię przy ograniczonym budżecie. Sama pościel zdawała się być niewystarczająca, potrzebowałam koloru w nogach łóżka... Użyłam kawałka materiału.

Kawałek materiału jako kapa na łóżku

6.       Nowe zasłony – no problem. Użyjcie prześcieradeł. Alina już to zrobiła, teraz kolej na Was. Ewentualnie użyjcie ich jako baldachim :)

7.       Świecznik podczas imprezy może pełnić rolę stojaka na ciasto lub owoce. Wystarczy ustawić na nim małe talerzyki lub filiżanki.

8.       Czy wiedzieliście, że stojak na magazyny może pełnić też funkcję wieszaka na owoce?

9.       Stare zabawki mogą stać się nowoczesnymi gałkami do mebli!

10.   Jeśli nie boicie się wchodzić do szopki ogrodowej, stare grabie (ale oczywiście oczyszczone i odświeżone) mogą stać się wieszakiem na kieliszki lub przyrządy kuchenne. Jeśli mimo wszystko wolicie tam nie wchodzić, zapomnijcie o tym projekcie

11.   Nawet zużyte opony mogą być czymś zupełnie innym. Ja już dwukrotnie wykorzystałam je w ogrodzie: robiąc z nich oczko wodne i całkiem efektowną donicę. Możecie jednak posunąć się o krok dalej i zrobić z nich... pufę!

12.   Córce marzy się domek dla lalek? Wystarczy przemalować lub okleić kawałkami kolorowych papierów szafę. Dziewczynka się w nim zakocha!

13.   Kolorowe lub wzorzyste rajstopy możemy wykorzystać, aby ozdobić abażury. Zwyczajnie naciągnijcie je na klosz i przytnijcie, gdzie trzeba!

14.   Nie wyrzucajcie bawełnianych t-shirtów. Pocięte na kawałki będą świetnym dywanikiem łazienkowym! Zobaczcie, jak ja go zrobiłam, podczas gdy Denis oglądał mecz, a mnie się nudziło.

15.   Szuflady mogą być wykorzystane na wiele sposobów: wiszące półki, stoliki (wystarczy dorobić im nogi lub kółka), pojemniki na przechowywanie drobiazgów pod łóżkiem, szafy...

16.   Zwykła doniczka może stać się poduszką na szpilki. Nie żartuję!

Poduszka na szpilki kaktus

 Wystarczy spojrzeć na coś innym okiem...

Ale to nie wszystko. Stół może stać się biurkiem (i gwarantuję Wam, że będzie się lepiej prezentował w biurze od biurka!), stolik kawowy może być otomaną, jeśli otapicerujemy go od góry, szafki kuchenne możemy wykorzystać jako siedzisko okienne... Wystarczy, że przestaniecie patrzeć na przedmioty, które widzicie codziennie w ten sam sposób, w jaki zawsze na nie spoglądacie (nie ukrywam, że lampka winka będzie pełniła tu ogromne znaczenie).

Wyjdźcie ze swojej strefy komfortu... co widzicie? Jakie znaleźliście inne zastosowania przedmiotów, które już macie w posiadaniu? Podzielcie się nimi, nie bądźcie sknerami ;) My też chcemy o nich wiedzieć!


Posted
AuthorWioleta Kelly

W niedzielne popołudnie zjadłam śniadanie, po czym przeniosłam się z moją kawą na sofę przed telewizor. Przełączając programy, natknęłam się na ’60 minut makeover’, gdzie projektanci mieli tylko 60 minut na odnowienie wyglądu PRAWIE CAŁEGO domu. Cóż za głupi pomysł! Przy oddawaniu gotowego projektu projektantka ciągle powtarzała:

- ściana nad kominkiem nie jest do końca obklejona, bo zabrakło czasu...

- płytki nie są zagruntowane, bo zabrakło czasu...

- deski przypodłogowe są niepomalowane, bo zabrakło czasu...

Jaki jest sens robienia takiego programu, jeśli nie można wykonać czegoś porządnie i do końca? Jeśli taka sytuacja zdarzyłaby się w prawdziwym życiu, zarówno projektant i wykonawca nie pociągnęliby długo...

 

Podobna sytuacja często dotyka mnie... Wszyscy moi znajomi wiedzą, czym się zajmuję, dlatego ciągle dostaję mnóstwo pytań, co połączyć z czym i do czego. Czasem jestem zapraszana do ich domów, żebym miała lepszy wgląd w sytuację. Niestety oczekują ode mnie natychmiastowej odpowiedzi: ‘Zrób to tak i tak, a to połącz z tym i tym i będzie OK’. Ale to tak niestety nie działa...

Pokój starszej osoby

Ilekroć jestem u mojej fryzjerki lub kosmetyczki czas wypełniam sobie rozmyślaniem, jak odmieniłabym te gabinety. Niektórzy ludzie wymyślają sobie historie innych ludzi lub wypatrują kształtów na chmurach za oknem, ja zajmuję swoją głowę wyimaginowaną metamorfozą wnętrz. Przestawiam meble, zmieniam kolory, burzę ściany... W zależności od nastroju, jaki panuje w gabinecie, tworzę wnętrza przytulne lub energetyzujące, nowoczesne lub klasyczne. Skromne lub urządzone z przepychem. Wtedy mogę puścić wodze wyobraźni i trochę poszaleć... Bo rzeczywistość jest zupełnie inna.

Klienci są najczęściej ograniczeni ścisłym budżetem i oryginalne plany trzeba wyprzeć tańszymi zamiennikami. Nic tak nie hartuje dekoratora jak praca z niskim budżetem. Trzeba się nieźle nagłowić, co zrobić, żeby stał się cud pamiętając, że możemy wydać jeszcze tylko xxx pieniędzy. Tak było w przypadku tej właśnie sypialni, którą zamieszkuje starsza pani w wieku już-prawie-emerytalnym.

PRZED

PRZED

Moja klientka uwielbia kolory lawendowy i fioletowy, chociaż tego akurat łatwo się domyśleć, patrząc na zdjęcia pokoju sprzed zmian. Meble są dość ładne, ale wyglądają na gorsze, niż są w rzeczywistości otoczone wszechobecnym fioletem. Lawendowa pościel, ściany, poduszki, a nawet abażur i obrazek! To najczęściej popełniany błąd przy urządzaniu wnętrz: wszystko w tym samym kolorze.

Kolor jest pierwszą rzeczą, którą widzimy wchodząc po pokoju. Gdy wszystko jest w podobnych odcieniach, staje się harmonijne, ale też niesamowicie nudne (popatrzcie jeszcze raz na zdjęcia pokoju sprzed zmian). Aby tego uniknąć, potrzebujemy jakiegoś koloru akcentowego. Akcentowanie polega na łączeniu kolorów (oraz tekstur), które 'wystają'. Akcentowanie kieruje nasze oczy - mówi im, gdzie mają patrzeć. Bez tego pokój i wszystko, co się w nim znajduje zlewa się, jest płaskie i byle jakie.

Jeśli przypatrzycie się zdjęciom pokoju zauważycie, że tak naprawdę wiele się w nim nie zmieniło: kolor ścian został taki sam, ożywiłam go tylko poziomymi pasami w jaśniejszym kolorze (tapeta). Fioletowa pościel została wyparta przez białą, ponieważ nic tak nie odświeża wyglądu sypialni, jak śnieżnobiała pościel ze stosem kolorowych poduch. To jeden z najtańszych i najprostszych tricków dekoratorskich. I co najważniejsze – to naprawdę działa! Spróbujcie! Nie trzeba malować ścian, żeby sypialnia wyglądała inaczej. Ale to nie wszystko: nowe, białe prześcieradło ukryło niezbyt atrakcyjny dół łóżka... bez potrzeby zmiany mebla.

Fiolety przełamałam odrobiną soczystej zieleni. Trzymałam się zasady ‘trzech’: zielony kolor akcentowy pojawił się tylko w trzech miejscach: na podłodze, na poduszce na łóżku i na świeczniku ustawionym na stoliku nocnym. Tylko tyle potrzeba, żeby sprytnie zaakcentować kącik w pokoju! A odrobina zieleni i białego sprawiła, że w końcu widać, jak ładny jest kolor starego, drewnianego zagłówka i stolików nocnych. Już nie są przytłoczone wszechobecnym fioletem.

Zbliżenie na dywan. Dywan kupiłam tutaj.

Zbliżenie na dywan. Dywan kupiłam tutaj.

Podsumowując

 

Z dzisiejszego posta nauczyliście się trzech rzeczy:

  1. Biała pościel i stos kolorowych poduch odmienią wygląd sypialni bez potrzeby jej malowania.
  2. Kolor akcentowy jest mega-ważny.
  3. Koloru akcentowego używamy minimalnie w trzech miejscach.

I jeszcze dla porównania: tak wygląda sypialnia teraz....

sypialnia seniora.jpg

... a tak wyglądała przed zmianami...

Fioletowa sypialnia PRZED

Niedługo stukną mi kolejne urodziny... Latka lecą! Moja teściowa z uporem maniaka powtarza, że życie doświadcza i sprawia, ze stajemy się twardsi. Muszę przyznać, że coś w tym jest... Wierzę, że w życiu każdego z nas przypada stała ilość gówna, że z czasem wszystko się ‘odbylejaczy’ i że z wiekiem robimy się mądrzejsi o nowe doświadczenia. Ale to nie wszystko! Można powiedzieć, że w ciągu każdego kolejnego roku mojego życia nauczylam się czegoś nowego... Posłuchajcie...

31 rzeczy, których nauczyłam się przez 31 lat życia.

1.       Marzenia same się nie spełnią. Czasem trzeba o nie walczyć z uporem osła idącego za marchewką.

2.       Przez nasze życie przewija się mnóstwo ludzi, którzy przychodzą i odchodzą. Taka kolej rzeczy... Najważniejsze jest jednak aby dobrze czuć się ze samym sobą. To z samą sobą muszę spędzać każdy kolejny dzień. Czasem jestem na siebie zła, czasem pęcznieję dumą, ale jedno jest pewne... nigdy nie nudzę się w swoim własnym towarzystwie. Czy możecie powiedzieć to samo o sobie?

31 rzeczy których nauczyłam się przez 31 lat życia

3.       W niektórych sytuacjach dobrze jest być niezależną. Wbicie gwoździa w deskę, malowanie ścian, szycie na maszynie, wymienianie kontaktów... Zaradności można, a nawet trzeba się nauczyć!

4.       Przestałam użalać się nad sobą, że czegoś nie skończyłam, że coś się nie udało... Teraz podchodzę do tego inaczej. Jestem szczęśliwa, że spróbowałam. Wiem, że dałam z siebie wszystko. Nie udało się? Przynajmniej spróbowałam i wiem, że to nie dla mnie!

5.       Zawsze mam coś odłożone na czarną godzinę. Policzyłam, że mam aż pięć różnych sposobów oszczędzania pieniedzy (wliczając w to ogromny słoik na miedziaki). Dobrze jest być niezależną finansowo.

6.       A skoro już jesteśmy przy pieniądzach... nie wierzę w karty kredytowe, debetowe, czy kredyty, a co za tym stoi w wydawanie więcej pieniędzy, niż się zarabia. To pułapka, z której często ciężko się wydostać. Wiem, byłam tam.

7.       Może to trochę głupio i banalnie zabrzmi, ale... praca popłaca. Lenistwo – nie za bardzo. Przykład? Im mniej mam pracy, tym bardziej jestem leniwa. Im bardziej leniwa, tym smutniejsza. Tu krąg się zatacza. Ciężko wyjść z takiego stanu rzeczy. To ja już wolę być ciągle czymś zajęta. Zauważyłam, ze moim motorem napędowym jest praca. Bezrobotna zamieniam się w jędzę.

8.       Jako nastolatka nie wierzyłam w zapięte zimą kurtki, czy czapki na głowie. Pamiętam, gdy na zajęcia w z rana przychodziłam z bielusieńkimi od szronu włosami, bo nie dosuszyłam dobrze głowy po umyciu... Teraz ciepłe skarpety, czapki, i kurtki zapięte po same uszy to norma. W końcu doceniłam zalety ciepłych ubrań. Tylko... rajstop pod spodniami nadal nie lubię nosić! Wkurza mnie to uczucie ‘ślizgania’ się spodni po rajstopach!

9.       Nauczyłam się unikać wampirów energetycznych. Życie jest zbyt krótkie, aby dodatkowo było co jakiś czas wysysane ze mnie, czy to przez kolejną toksyczną znajomą, złe wiadomości usłyszane w radiu, czy trolla na blogu. Unikam, ignoruję, przełączam stację. Dlaczego? Tutaj pisałam więcej na ten temat.

10.   Jestem myślicielem. Ale czasem w złym znaczeniu tego słowa: zbyt dużo o wszystkim myślę. Aby nie stać się toksyczną dla samej siebie, wyłączam się sprzątając, pracując w ogrodzie lub spacerując z moimi psami. Odkryłam, jak ważne jest, aby znaleźć coś, co podziała na nas uspokajająco. Jeśli mój Denis przychodzi z pracy do domu, a ja latam na ścierce, wie od razu, co się święci. To taki sygnał alarmowy, że jeśli mi przeszkodzi, mogę wybuchnąć :)

31 rzeczy, których nauczyłam się przez 31 lat życia

11.   Blogowanie sprawiło, że moje życie nabrało sensu: jestem kreatywna bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Łatwiej mi się wypowiadać na różne tematy, poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, stałam się bardziej zorganizowana... Odkryłam aż 15 powodów, dla których warto blogować!

12.   Kupno domu było jedną z najlepszych decyzji, jaką podjęliśmy z D. Wynajmowanie mieszkania ma swoje zalety, ale o ile przyjemniej jest inwestować pieniądze we własny dom... nie czyjś. Nie ma nic lepszego, niż powrót do WŁASNYCH czterech ścian. Polecam każdemu. To uczucie, gdy wraca się do siebie, do swojego łóżka... bezcenne.

13.   Długo mi zajął ten proces, ale w końcu się tego nauczyłam. Mówię oczywiście o wnioskach wyciąganych z własnych błędów. Każdy wie, o co chodzi, ale czy faktycznie zatrzymujecie się i myślicie ‘Okey, zrobiłam tak, choć tak naprawdę powinnam była zrobić tak, bo efekt byłby taki, zamiast takiego’? Ja już tak.

14.   Do wpadek językowych podchodzę z humorem. Po co się stresować? To właśnie z takich sytuacji po latach mam najlepsze anegdotki do opowiadania. Gdybym po mojej największej gafie, w której powiedziałam, że coś wpadło mi do dupy (zamiast powiedzieć do oka), miała chować głowę w piasek, pewnie nie byłabym teraz z moim mężem. Odkryliśmy, że jedną z rzeczy, która nas najbardziej połączyła, to możliwość śmiania się z samych siebie.

15.   Życie na obczyźnie nauczyło mnie... cierpliwości na drodze. Irlandczycy potrafią przepuścić kogoś na pasach (i nie tylko), zatrzymać się i dać komuś wjechać z podporządkowanej na główną, itp. Nie obawiam się o swoje życie wchodząc na pasy. Nikt na mnie przy tym nie trąbi lub wyje silnikiem dając mi do zrozumienia, że mam jak najszybciej zejść z pasów na chodnik...

16.   Zawsze myślałam o sobie, jak o mieszczuchu. Po latach mieszkania w miastach i miasteczkach nawet przez myśl by mi nie przeszło, że mogłabym mieszkać na wsi. A tu proszę. Ciężko byłoby mi wrócić teraz do cywilizacji... Te tłumy ludzi, korki, pośpiech... Spaliny, wyścig szczurów i nieobecne wzroki ludzi pędzących gdzieś chodnikami... Gumy do żucia, grafitti i brak (lub mało) zieleni... Brrrr.....

17.   Do 23 roku życia nie wiedziałam, co chcę ze sobą zrobić. Z zaciekawieniem i zdziwieniem słuchałam w liceum opowieści koleżanek, które wiedziały dokładnie, na jakie studia chcą się udać i jak będzie wyglądała ich przyszlość. I wiecie co? Nie ma w tym zupelnie nic złego. Nie wszyscy mają tyle szczęścia. Po liceum ekonomicznym, studium i studiach bankowości zupelnie zmieniłam kierunek swoich zainteresowań. Zaczęłam interesować się na poważnie urządzaniem wnętrz. Skończyłam kilka kursów i w końcu znalazłam coś, z czym poważnie powiązałam swoją przyszłość i co mnie naprawdę pasjonuje. To wspaniałe uczucie kochać swoją pracę. Nie bójcie się gonić za marzeniami (patrz punkt 1)!

18.   Nauczyłam się słuchać swojej intuicji, choć nadal jeszcze mam wrażenie, że jest zbyt cicha. Ale ratuje mnie w różnych sytuacjach. Przykład? Chociażby dzisiaj wyjeżdżając z domu usłyszałam głosik mówiący, że będą radary na drodze. Były.

19.   Boję się. Ale staram się stawiać czoła moim obawom tak często, jak tylko mogę. Boję się latać – tylko w tym roku siedziałam w samolocie 9 razy i przynajmniej jeszcze jeden raz jest przede mną. Najgorsze, co mogłabym zrobić, to zamknąć się w domu i nie wychodzić z niego. Każdy się czegoś boi. Czego Ty się boisz?

20.   Nie ma czegoś takiego, jak sekret. Ludzie gadają. Wszyscy. Bez wyjątku.

31 rzeczy których nauczyłam się przez 31 lat życia

21.   Zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem. Ze wszystkimi wadami i zaletami. Mózgu sobie nie przeszczepię :)

22.   Popełniłam kilka błędów w życiu i jeszcze niejeden popełnię.

23.   Szanuję ludzi i sama też chcę (i lubię) być tak traktowana.

24.   Nie boję się stanąć murem za swoimi wierzeniami i przekonaniami. To jest jedna z tych rzeczy, dzięki której każdy z nas jest niepowtarzalny i wyjątkowy.

25.   Zapominam o diecie, kiedy jestem na urlopie. Zwiedzając inne kraje chcę je też poznać ‘od kuchni’. Ale owoców morza nie skosztuję choćby nie wiem co! Tylko krewetki jeszcze ujdą...

26.   Robię zdjęcia. Wszystkiemu. Zdjęcia przetrwają dłużej, niż wspomnienia. 

27.   Zanim wzięłam ślub, mieszkalam z D. jakiś czas. To ważne, aby naprawdę dobrze poznać osobę, z która planujemy spędzić resztę życia. Całe szczęście okazał się być takim porządnickim, jak ja. Jako para, mogę nieskromnie stwierdzić, że jesteśmy idealni!

28.   Nauczyłam się ubierać podkreślając walory mojej sylwetki. Mam figurę- gruszkę, co oznacza, że jestem troszkę szersza w biodrach, niż w ramionach. Sukienki podkreślajęce waską talię, dobrze wycięte żakiety i spodnie dobrane do mojego rodzaju sylwetki są podstawą mojej garderoby. Ale gdyby poszperać w niej trochę, nadal znaleźlibyście w niej wygodne dresy do chodzenia po domu czy wyciągnięte swetry... Cóż mogę rzec – jestem tylko czlowiekiem!

29.   Piję co najmniej dwa litry wody dziennie. Owszem, latam później jak szalona do toalety, ale nie tylko udało mi się dzięki temu schudnąć, ale i moja problematyczna cera wygląda o niebo lepiej! Nie mam już tyle wyprysków, czy ciemnych worów pod oczami. Wyglądam lepiej i czuję sie lepiej.

30.   Lubię posiadać rzeczy, ale nie mam problemu, żeby się z nimi rozstać. Wierzę, że tylko w ten sposób jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Raz na jakis czas robię czystki w moim domu – wyrzucam lub oddaję do sklepów charytatywnych z niego wszystko to, czego nie używaliśmy od roku. Od łazienek aż po strych. Dzięki temu czujemy sie lżejsi, nasz dom wygląda lepiej i jest w nim swobodniejszy przepływ energii. Kiedy Wy ostatnio pozbyliście się niepotrzebnych rzeczy?

31.   Lubię się śmiać. W czasach nastoletnich śmiechem ukrywałam zakłopotanie. Poźniej przechodziłam okres, że śmiałam się ze wszystkiego. Teraz mam do niego zdrowe podejście – śmieję się, bo lubię. Robimy sobie z mężem głupie dowcipy lub oglądamy głupie filmiki na YouTube tak długo, aż oboje turlamy się ze śmiechu wycierając łzy. Ale mamy to chyba we krwi – oboje mamy pozytywnie zakręcone rodzinki. O ileż przyjemniej jest opowiadać sobie po latach te szalone, wesołe opowieści...

 

Jeśli dotrwaliście do końca...

... należą Wam się gratulacje :) To mój pierwszy tak obszerny post. Aż strach pomyśleć, jak długa byłaby ta lista, gdybym obchodziła teraz 51 urodziny! Wyobrażacie sobie to? :) 

Jestem ciekawa, co Wy dodalibyście od siebie do takiej listy?  Czego Wy nauczyliście się żyjąc swoim własnym życiem we własnej skórze? Jakie wyciągneliście z tego do tej pory wnioski? 


Posted
AuthorWioleta Kelly
CategoriesLifestyle

Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu, lub jeśli właśnie po raz pierwszy kliknęliście na tą stronę (witajcie!) jesteście tu najprawdopodobniej, ponieważ szukacie ciekawych pomysłów jak ozdobić mieszkanie. Najlepiej takich, które nie kosztują fortuny, będą miały duży wpływ na wygląd wnętrza i będą oszałamiające, mam rację? Dobrze trafiliście, ponieważ po raz kolejny mam dla Was dawkę zdrowej, motywującej inspiracji.

 

Lubicie literki?

Ja bardzo! Są jednym z tych dodatków, które w niebywale prosty sposób nadają wnętrzu charakteru. Czy słyszeliście kiedyś o personalizacji wnętrza? To dostosowanie wyglądu mieszkania lub poszczególnych pomieszczeń do indywidualnych upodobań jego mieszkańców, a nic przecież nie jest bardziej personalne od naszych inicjałów. Tylko dlatego literowe dekoracje mają aż taką siłę oddziaływania na nasze domy i cieszą się niesłabnącą popularnością.

litera_zrób_to_sam_.jpg

Ilekroć jestem na zakupach, podziwiam literkowe ozdoby, a nieczęsto i całe napisy. Home, love, eat, sleep, wash (dom, kocham, jedz, śpij, myj)... czasem mam wrażenie, że jeszcze tylko poop (rób kupkę) brakuje ;) Mnie jednak zawsze brakowało czegoś innego... czegoś bardziej osobistego. Być może imienia mojego lub mojego męża, albo jakiejś przesadnie dużej pierwszej litery naszego nazwiska, o które przecież tak ciężko w sklepach. Coś, co samo w sobie będzie dekoracją...

Dzisiaj chcę Wam pokazać, jak obeszłam ten problem trzema świetnymi pomysłami na DIY. Podzieliłam je na stopnie zaawansowania, dlatego jestem pewna, że każdy z Was z łatwością znajdzie tu coś dla siebie.

  • Literka z grubej tektury

Stopień zaawansowania: bardzo łatwy.

literka_z_tektury.jpg

Z tektury wycinamy literę i obklejamy ją całą taśmą washi. Boki i brzegi obklejamy dodatkowo kolejną warstwą taśmy, nacinając ją delikatnie w zgięciach i przyklejając tak, aby nic nie odstawało.

Jak zrobić ozdobę ściany. Literka.
  • Literka z kwiatów.

Stopień zaawansowania: łatwy.

Literka z kwiatów. DIY

Z tektury wycinamy literę i za pomocą kleju w pistolecie przyklejamy do niej sztuczne kwiaty zaczynając od tych największych i wypełniając wszystkie szczeliny najmniejszymi. Gdy dekoracja będzie cała obklejona, przycinamy wystające poza literę liście i płatki.

litera_z_kwiatów.jpg
  • Litera ze sklejki.

Stopień zaawansowania: średni.

Litera ze sklejki

Ze sklejki wycinamy poszczególne elementy naszej litery, które następnie wygładzamy papierem ściernym i przyklejamy mocnym klejem do tektury. Po wyschnięciu kleju ozdobę malujemy.

Litera ze sklejki. Zrób to sam

 

Jak możecie wykorzystać te pomysły?

Przygotowałam dla Was listę 5 pomysłów, ale jestem pewna, że macie głowy nie od parady i sami wpadniecie na ciekawe rozwiązania:

  • Ponad galerią ze zdjęciami z Waszego ślubu (lub zaręczyn, narodzin dziecka, itp.) umieśćcie datę tego wydarzenia. Galeria stanie się bardziej niepowtarzalna, a Wasi partnerzy już nie będą mieli wymówki, że nie pamiętali o Waszej rocznicy :D
  • W sypialni nad każdą lampką nocną zawieście inicjał imienia osoby, która przy niej śpi.
  • W łazience ponad każdym wieszakiem pierwszą literę imienia osoby, do której wieszak należy.
  • Na drzwiach wejściowych zamiast wieńca.
  • Jeśli brakuje Wam ozdób ściennych, każda z tych liter zrobiona w rozmiarze XXL będzie ozdobą samą w sobie. Kto powiedział, że litery muszą być małe???
Litera DIY

Lubię tę Wyspę. Ale czasem zupełnie nie rozumiem, o co tu chodzi! No bo posłuchajcie...

  •  Pory roku są czasem zupełnie pomieszane, a lato i zima tylko tym różnią się od wiosny i jesieni, że troszeczkę rzadziej pada... Choć tak naprawdę nie przesadzę, jeśli napiszę, że występuje tu tylko jedna pora roku... deszczowa. Każda inna pogoda jest odstępstwem od normy.

  • Śnieg pada tu bardzo rzadko. Owszem, temperatury schodzą do zera, czasem nawet do -1 lub -3 stopni, ale... najczęściej na tym się kończy. Niech to Was jednak nie zwiedzie. Zamieszkujący wyspę Polacy często powtarzają, że tutaj zimą jest zimniej, niż u nas w Ojczyźnie! Mają rację. U nas mróz jest suchy, tutaj jest wilgotny, przez co ma się wrażenie, że przenika aż do kości. Brrrrr....

  • A skoro już mowa o śniegu, to muszę napisać, że tutaj nie ma zimowych opon, a tubylcy zupełnie nie wiedzą, jak jeździć autem, gdy drogi są oblodzone. Kiedy mój chrześniak obchodził kilka lat temu swoje pierwsze urodziny, hrabstwo Kerry i Limerick było zasypane dziesięcio-centymetrową warstwą śniegu. Mieszkamy w wyżynnej miejscowości i żeby się z niej wydostać najpierw musimy zjechać ze stromej górki, żeby później wjechać pod dużą górę. Wszystko szło dobrze i już-już mieliśmy się rozpędzić, żeby wspiąć się autem na górę, kiedy utknęliśmy za samochodem, który ślizgał się jak oszalały. Co się okazało? Jego opony były tak łyse, że sterczały z nich druty!
Paradoksy Irlandii
  • O każdej porze roku można tu spotkać ludzi w krótkich rękawkach, sandałach, czy miniówkach. Latem to jeszcze ujdzie, bo czasem jest ciepło (!), ale zimą dziewczyny trzęsą się jak osiki, ale kurtki czy płaszcza nie założą. Ba! Nawet ich przy sobie nie mają. Największym szokiem jest dla mnie jednak chodzenie na bosaka...

  • 2-4 nad ranem w weekend. Irlandczycy wracają po imprezie do domów. Dziewczyny niosą buty w rękach i idą boso. Napiszę tylko tyle... poobklejane gumami do żucia chodniki (PS. Za wyplucie gumy na chodnik grozi kara pieniężna!), wymiociny, stłuczone butelki, śmieci, temperatura do 10 stopni... Wyobrażacie sobie to?

  • Kilkumiesięczne niemowlaki mają gołe stopy i głowy. Dlaczego? Bo od noszenia czapeczki włosy robią się ‘brzydsze’, a bez bucików dziecko się hartuje... Oczywiście latem to przejdzie, ale zimą mnie zawsze szokuje.

  • Czy wyszlibyście kiedyś w pidżamie na miasto? Co musiałoby się stać, żebyście tak się publicznie pokazali? Bo wiecie... tutaj to jest na porządku dziennym. Już się nawet temu nie dziwię, choć raz się prawie udusiłam kurczakiem słodko-kwaśnym widząc, jak dziewczyna ubrana w różową pidżamę w białe serduszka wchodzi do chińskiej restauracji odebrać zamówienie. Czasem widzę w sklepach matki z dziećmi – wszyscy w brudnych pidżamach... o 3 po południu! Czy Wy wiecie, o co chodzi, bo ja nie mam zielonego pojęcia?
Paradoksy i szaleństwa Irlandii
  • To samo tyczy się papilotów. Matki, żony, córki, ciotki, babcie przed imprezą zawijają papiloty i paradują tak cały dzień po mieście.

  • Noszenie dresów jest również na porządku dziennym. Panowie często ubierają koszulki z kolorami ulubionej drużyny piłkarskiej, panie chodzą w nich 24/7.

  • Prawie połowa moich irlandzkich znajomych sprząta w swoich domach raz na kilka tygodni.

  • Czy wiedzieliście, że po Irlandii można jeździć samochodem nawet, gdy obleje się kurs na prawo-jazdy?

  • Niektóre drogi są tak wąskie, że zbliżając się do zakrętu trzeba zatrąbić, żeby dać znać ewentualnemu kierowcy jadącemu naprzeciw, że nadjeżdżamy.

  • Ludzie bezrobotni jeżdżą najnowszymi samochodami...

  • W blokach nie wolno trzymać psów.

  • Kupno coca-coli lub innego gazowanego napoju w barze jest droższe od kupna piwa!
Paradoksy irlandzkie
  • Słodycze w sklepach są tańsze od warzyw i owoców.

 

  • Osoby bezrobotne lub z kartą medyczną płacą tylko kilkaset euro za sztuczne zapłodnienie, podczas gdy pracujące muszą zapłacić kilka tysięcy.

 

  • W barach wieczorem muzyka jest puszczana tak głośno, że trzeba krzyczeć, żeby z kimś porozmawiać.

 

  • Drzwi otwierają się zawsze do środka. Osoby o większej tuszy mają problem z wejściem do mikroskopijnych wielkości publicznych toalet.

 

  • Okna otwierają się na zewnątrz... Mieszkanie na wyższym piętrze równa się brudnym oknom. No bo jak tam wsadzić rękę, żeby je umyć?

O innych moich spostrzeżeniach na temat Irlandii przeczytacie w poście Irlandia: tutaj trawa jest zawsze bardziej zielona, a niebo bardziej błękitne oraz 15 rzeczy, których nauczyłam się przez lata mieszkania w Irlandii.

Jestem ciekawa, jakie są Wasze lub Waszych znajomych spostrzeżenia odnośnie tej Wyspy? Są pozytywne czy negatywne?