6 sposobów odświeżenia wyglądu jadalni na Wiosnę... bez wydawania pieniędzy!

Prawie dokładnie rok temu w poście Co zabija nudę w jadalni próbowałam nauczyć Was rzeczy lub dwóch o jadalniach. Jaki wybrać stół i krzesła, jak ją urządzić, żeby było ciekawie, lub jak udekorować, gdy lubicie styl skandynawski, eklektyczny, lub glamour... Dzisiaj chcę rozwinąć trochę ten wątek, mając nadzieję, że po raz kolejny wyniesiecie coś z moich porad i pomysłów. Tym razem chcę się jednak skoncentrować na tym, jak możecie odświeżyć swój kącik jadalniany wykorzystując to, co już macie.

Jak odświeżyć jadalnię

Większość z nas nie może sobie pozwolić na ciągłe kupowanie nowych mebli i dodatków, dlatego jestem wielką zwolenniczką wykorzystywania tego, co już mamy w domu i odkrywania rzeczy, których dawno nie używaliśmy. Przykład? Na moim strychu jest mnóstwo takich rzeczy! Jestem pewna, że Wasze również kryją dawno zapomniane skarby.


 6 prostych sposobów odświeżenia wyglądu jadalni

1. Zanim przystąpicie do jakichkolwiek zmian, posprzątajcie jadalnię i pozbądźcie się z niej niepotrzebnych rupieci – nic tak nie odświeża wyglądu pomieszczenia, jak jego generalny porządek. Zwłaszcza teraz, wiosną! Zresztą tę radę można spokojnie przełożyć na cały dom: generalne ‘czystki’ nie tylko sprawią, że wnętrza zaczną oddychać, ale my zaczniemy oddychać razem z nimi. Może to dlatego, że sprzątanie poprawia mi humor, ale ja zawsze czuję się lżej i świeżej, gdy dom jest wysprzątany od sufitu aż po podłogi. Wkrótce i w naszym domu odbędą się czystki generalne. Nie mogę się doczekać! A wszystko to za sprawą książki Ruth Soukup.

2. Zamieńcie miejscami dywany – ten z salonu lub sypialni dajcie pod stół i odwrotnie. Zyskacie nowy wygląd nie jednego, a dwóch pomieszczeń! O zamienianiu miejscami dekoracji, jak dywany, poduszki i lampy stołowe pisałam już w poście Jak udekorować sypialnię w 3 krokach. Bardzo spodobał Wam się ten pomysł i mam nadzieję, że i tym razem przyjmiecie go owacjami na stojąco.

3. Zastanówcie się, czy meble stoją we właściwym miejscu? Może lepiej przesunąć stół bardziej na środek pokoju lub ustawić go drugim bokiem? Warto zrobić raz na jakiś czas takie małe przemeblowanie – my się zmieniamy, a razem z nami nasze upodobania, gusta i smaki. A może jakiś mebel z pozostałej części domu będzie tu wyglądał lepiej? Komoda, podstawka na kwiaty a może nawet zwykła półka ścienna? Przestawienie mebla z jednego miejsca do drugiego może zupełnie odmienić sposób użytkowania pokoju. Cokolwiek zrobicie, pamiętajcie jednak o szlakach komunikacyjnych. Porady, jak je wyznaczać przeczytacie w poście Szkoła Pięknego Wnętrza - baza i szlaki komunikacyjne .

 4. Wymyślcie nowe aranżacje przestrzeni– zawieście nowe ramki, lustra, obrazki czy półki. Dekoracja ścian jest najłatwiejszym sposobem dekoracji każdego wnętrza. Wyjdźcie ze swojej comfort zone, zróbcie coś, na co nie odważyliście się do tej pory! Być może będzie to zrobienie galerii zdjęć rodzinnych na całą ścianę (zupełnie jak Sentimenti w poście Bo ściany są po to, by na nich wieszać) lub zawieszenie kolekcji luster, która powiększy i rozjaśni mały kącik jadalniany. A to wszystko w myśl mojej zasady – jeśli nie Wy to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?

5. Poddajcie renowacji stare przedmioty – pomalujcie, polakierujcie, zedrzyjcie stare warstwy farby. Komodom wymieńcie uchwyty, stołom pomalujcie nogi, krzesłom uszyjcie nowe poduszki. Pamiętajcie – niewiele może czasem bardzo wiele!

6. Nie zapominajcie o dekoracji stołu – wazon z kwiatami, świeczki lub kolekcja wazonów ożywią ten kącik i wprowadzą do niego kroplę koloru. To najtańszy i najłatwiejszy dekoracyjny trick! Miejcie to ciągle na uwadze.


Moje DIY i sposoby odmienienia wyglądu jadalni

Jak zrobić boazerię

Bieżnik-miara DIY

  • Moje dekoracje ścienne w jadalni robią furorę już od kilku lat. Nawet Kasia z DIY zrobiła sobie podobne! Przeczytacie o tym w jej poście Ażurowy obrazek z liściem:
Dekoracje ścienne w jadalni

 

Jak wyglądają Wasze jadalnie? Czy jesteście z nich zadowoleni? A może czegoś im brakuje, ale nie jesteście pewni, czego? Zachęcam Was do umieszczenia zdjęć problematycznych kącików jadalnianych w komentarzach pod tym postem - postaram się pomóc każdemu z Was! Wszak co dwie głowy, to nie jedna!


30 dni bez wydawania pieniędzy: 20 dni później

Wybaczcie tą kilkudniową ciszę - byliśmy pozbawieni internetu, ale dzisiaj (Bogu dzięki!) wszystko wróciło do normy. Jeśli wysłaliście do mnie maila w ciągu minionych dni, proszę Was o cierpliwość - za chwilę zabieram się za odpisywanie na wszystkie. 


30 dni bez wydawania pieniędzy

 

Za nami 20 dni bez wydawania pieniędzy. Pierwsze 10 dni, muszę przyznać, były pestką w porównaniu z minionym tygodniem. Okazało się, że tym razem w ogóle nie zmieściliśmy się w wyznaczonym budżecie 10 euro! Przekroczyliśmy tę sumę o dokładnie 26.25 euro. Dlaczego?

Ponieważ nie tylko mieliśmy małą awarię w domu, ale zabrakło nam mleka, jajek i... bananów. Okazuje się, że nie potrafimy bez nich żyć i w środku tygodnia musiałam jechać do sklepu je dokupić. Muszę się też do czegoś przyznać... skusiłam się na paczkę gum do żucia. Miałam chwilę ‘niemyślenia’, chwyciłam za nie, zapłaciłam i dopiero chwilę później uświadomiłam sobie, co zrobiłam. Co się stało, to się nie odstanie, ale po raz kolejny uzmysłowiłam sobie, jak bardzo mamy zakorzeniony w sobie odruch wydawania pieniędzy i robienia zakupów. Nadal jestem tym faktem przerażona. Najgorsze jest to, że normalnie w ogóle nie zdawałam sobie z tego faktu sprawy, aż nie rozpoczęłam wyzwania 30 dni bez wydawania pieniędzy.

Nasze poczynania możecie na bieżąco śledzić na Instagram.

Nasze poczynania możecie na bieżąco śledzić na Instagram.

 

Kilka dni temu były urodziny siostry mojego męża. Ostatnie z trójką na przodzie. Normalnie musielibyśmy wydać pieniądze na kupno prezentu, ale... urodzinowy prezent dla Eleanor kupiłam już w styczniu. Nie żartuję! Odkąd dostałam maszynę do kawy na Święta, szwagierka ciągle powtarzała, że sama chciałaby taką dostać. Więc gdy w styczniu nadarzyła się okazja kupienia jej na wyprzedaży za pół ceny, nie zwlekałam ani chwili! W ten sposób Eleanor otrzymała nie tylko coś, co chciała, ale ja nie musiałam w tym miesiącu wydawać dodatkowych pieniędzy! Wilk był cały i owca syta. Bycie zorganizowaną naprawdę popłaca. Szkoda, że nadal nie potrafię tego wprowadzić do wszystkich dziedzin mojego życia... Ale uczę się i im robię się starsza, tym większe zyskuję doświadczenie i tym lepiej mi idzie.

W związku z tym, że nie zmieściliśmy się w budżecie, postanowiłam zrezygnować z jednej sesji na siłowni i namówiłam męża i znajomych na wspólne bieganie. 45 minut w jedną stronę, 45 w powrotną. Wszyscy świetnie daliśmy sobie radę, a ja coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem gotowa na jakiś mini-maraton. Chociaż trochę się boję, ponieważ nigdy nie brałam w żadnym udziału. Ale jeśli tylko będę miała kogoś, z kim będę mogła pobiegnąć, z radością zapiszę się do udziału. Bo widzicie... jestem typem socjalnym – mogę wszystko zrobić, tak długo, jak długo będę miała kogoś do towarzystwa. Wy też tak macie?

 

Jakie trudności pojawiły się przed nami przez ten czas?

 

  • Z moich przemyśleń i doświadczeń z ostatnich 20 dni napiszę jeszcze, że nie dalibyśmy rady wytrzymać tak długo, gdybyśmy naszej rodzinie i przyjaciołom nie dali znać, że podejmujemy się wyzwania. Normalnie bylibyśmy namawiani (lub sami namawialibyśmy) do zjedzenia lunchu w restauracji, wyjścia do kina, wypady na zakupy... I pomimo, że nadal jesteśmy zapraszani, trochę się to wszystko uspokoiło, a znajomi rozumieją naszą odmowę i dopingują nam. Choć jeśli pamiętacie z ostatniego posta, mąż się śmiał, że potracimy wszystkich znajomych przez ten miesiąc. Mogę śmiało powiedzieć, że upłynęło już 20 dni, a nasze przyjaźnie są nadal tak silne, jak były przed wyzwaniem ;)
Zieloną herbatę piłam, gdy myślałam, że zabrakło w domu kawy.

Zieloną herbatę piłam, gdy myślałam, że zabrakło w domu kawy.

 

  • Brak kawy. Pierwsze dwa dni były najgorsze. Później okazało się, że szukając popcornu w szafie znalazłam zapomniane opakowanie kapsułek do mojej maszyny do kawy! Happy days! Jest dobrze jeszcze kilka kolejnych dni :D
  • Cieknąca rura pod zlewem w kuchni – mój mąż sam próbował ją naprawić, jednak okazała się zardzewiała. Trzeba było wymienić. 20 euro do tyłu.

Wydaje mi się, że niektórzy z Was myślą, że głodujemy. Uwierzcie mi na słowo, że daleko nam do głodówki.  Oprócz kupowania mniejszej ilości produktów spożywczych (w tym tygodniu kupiliśmy tylko dwie butelki mleka, 12 jajek, banany, cytryny, gruszki, jabłka, cebule, marchew i ziemniaki... aha i paczkę gum do żucia) nasz tryb jedzenia niewiele się zmienił. Jak już pisałam – zamrażalkę i spiżarnię mamy pełną. Przykład? Wczoraj na obiad jedliśmy pieczeń z kurczaka, kaczki i indyka z ziemniakami i puree warzywnym. Na deser mieliśmy słodkie bułeczki z masłem, a na kolację chleb bananowy i owoce.

Patrząc z perspektywy czasu myślę, że częściej moglibyśmy wyżyć za 10-15 euro na tydzień w porównaniu do 50, które wydawaliśmy do tej pory (na co to w ogóle szło!?!). Owszem, papier toaletowy, pasta do zębów, mydło, itp. itd. Kiedyś się skończą i będzie trzeba je kupić, ale mój system kupowania większych ilości rzeczy na wyprzedażach i promocjach okazuje się jak na razie działać bez zarzutu – mamy wystarczającą ilość rzeczy, aby przetrwać ten miesiąc bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Jestem ciekawa, co Wy myślicie o tym eksperymencie? Bylibyście skłonni się go podjąć? Na jak ekstremalne warunki bylibyście przygotowani?

Mogę jednak śmiało napisać, że dni 10-20 były bardzo ciężkie (choć i tak jestem z nas dumna) i aż się boję ostatnich dziesięciu dni, które są nadal przed nami. Trzymajcie za nas kciuki. Trzymacie?


30 dni bez wydawania pieniędzy: 10 dni później

Dokładnie 10 dni temu podjęłam się z mężem wyzwania miesiąc bez wydawania pieniędzy. Wypisałam reguły, według których będziemy działać przez ten czas (możecie o nich przeczytać w poście 30 dni bez wydawania żadnych pieniędzy) i razem wskoczyliśmy do głębokiej wody. Chcecie zobaczyć, jak nam idzie? Zapraszam do lektury dzisiejszego posta!

30 dni bez wydawania pieniędzy

 

Dzień 1: Lodówka jest jeszcze pełna, mamy chleb, mleko, są nawet banany i inne owoce na smoothie. Na obiad resztki z obiadu z poprzedniego dnia (łazanki). Pierwszy dzień bez wydawania pieniędzy to pestka!

Dzień 2: Musiałam przypomnieć mężowi, żeby zabrał ze sobą lunch do pracy. Zaczął się śmiać, mówiąc: „Ty i te Twoje pomysły”, ale i tak wiem, że podoba mu się to wyzwanie. W innym wypadku nie zgodziłby się tak łatwo na nie.

Zachorowała moja koleżanka. Naprawdę źle się czuje. Mój pierwszy odruch na tą wiadomość: pojechać do sklepu i kupić jej mnóstwo witaminy C w postaci pomarańczy i cytryn. Wrrrr.... W tym miesiącu mogę ją tylko pocieszyć ciepłym słowem. Ale to zadziwiające, jak silnie mamy zakorzeniony odruch pójścia do sklepu, gdy czegoś brakuje!

Jem ostatnią gumę do żucia, którą miałam w torebce...

Dzień 3: Powoli kończy się nam mleko i chleb. Obiad dziś zjedliśmy u teściowej. Jeden dzień gotowania z głowy.

Dzień 4: Właśnie uświadomiliśmy sobie z D, że w niedzielę jest Dzień Matki, a przecież nie możemy nic kupić! Wieczór spędzamy na obmyślaniu planu, co zrobić.

Dzień 5: Jadę do Tesco kupić chleb i mleko. D pojechał do Lidla kupić warzywa i owoce. Mieliśmy się zmieścić w 10 euro wydanych ze słoika. Przekroczyliśmy tę sumę o 80 centów. Mamy plan, co zrobimy na Dzień Matki!

Dzień 6: Skończyła nam się dzisiaj nić dentystyczna i płyn do płukania jamy ustnej. Że też tego nie przewidziałam! No cóż... Przez kolejne dwa tygodnie nasze oddechy będą trochę mniej świeże, niż normalnie.

Dzień 7: Dzień Matki. Ugotowaliśmy obiad dla całej rodzinki, czyli teściów, szwagrów i nas. Ziemniaków mieliśmy jeszcze prawie cały wór, mięso w zamrażalce... dokupiliśmy tylko warzywa w Lidlu. Umówiliśmy się z siostrą D, że my gotujemy, ona załatwia deser :D Na strychu znalazłam piękną, kryształową ramkę, włożyłam w nią zdjęcie całej naszej ferajny – teściowa bardzo się ucieszyła z podarunku. Ufff...

Dzień 8: Przyjaciółka jedzie na zakupy i prosi, żebym pojechała z nią i doradziła jej, co kupić. Pojechałam, ale pozwólcie, że Wam powiem, że strasznie ciężko było wejść do Tk&Maxx’a i nie wydać ani grosza! Chciałam umilić sobie czas przeglądając asortyment, ale szybko zauważyłam, że lepiej zrobię po prostu bawiąc się telefonem i pilnując Marlenowych zakupów, podczas gdy ona wesoło buszowała po sklepie. Po zakupach Marlena chciała iść na kawę. Stanowczo odmówiłam. Gdy opowiadałam później o tym zdarzeniu mężowi, zaczął się śmiać, że potracimy wszystkich przyjaciół przez ten miesiąc.

Skończyła nam się rozpałka do kominka. D. rozpalał ogień chusteczkami higienicznymi i wazeliną.

Dzień 9: Dzień Świętego Patryka. Pojechaliśmy na paradę, w której brał udział nasz 5-letni chrześniak Ricky.  Tradycją jest, że idziemy później wszyscy do baru poplotkować, spotkać się ze znajomymi... Tak... wszyscy poszli. Oprócz nas :D My pochodziliśmy po mieście z napotkanymi znajomymi, a później grzecznie udaliśmy się do domu.

Drugi dzień rozpalania ognia w kominku chusteczkami i wazeliną. To lepsze od rozpałki! Na obiad rozmrożone piersi z kurczaka z resztką warzyw z Lidla i białym ryżem. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłam biały ryż (brązowy się niestety skończył).

Dzień 10: Najgorsze przede mną: w zastraszającym tempie kończy nam się kawa. Zostało jej jeszcze tylko na dzisiaj i po tym mam 4 wyjścia:

  • przerzucić się na Inkę i mieć nadzieję, że będzie na mnie równie dobrze działała,
  • zaprzestać pić ją zupełnie,
  • codziennie odwiedzać rodzinę i znajomych,
  • zacząć błagać na ulicy z nadzieją, że ktoś mi ją zasponsoruje.

Wydaje mi się, że najbardziej realne będą pierwsze dwa wyjścia, ale kto wie, co się stanie po kilku dniach bez kawy!

Na Instagram możecie na bieżąco śledzić moje borykania się z wywzwaniem. Dzisiaj mogliście wypić ze mną moją ostatnią kawę :)

Na Instagram możecie na bieżąco śledzić moje borykania się z wywzwaniem. Dzisiaj mogliście wypić ze mną moją ostatnią kawę :)



 Moje podsumowanie pierwszych 10 dni bez wydawania pieniędzy

Oprócz stałego zlecenia na zapłatę rachunków i pieniędzy wydanych na zatankowanie paliwa, z naszych kont nie ubył nawet 1 cent. Nie udało nam się jednak zmieścić w 10 euro wydanych ze słoika z groszami: przekroczyliśmy budżet o dokładnie 85 centów. Kupiliśmy mleko, najtańszy chleb, brokuły, gruszki, zielone jabłka, 3 cebule i 4 cytryny. Z chleba na dobrą metę mogliśmy zrezygnować: w zamrażalce nadal mamy jakieś 30 bułek. Na pewno zrezygnujemy z niego następnym razem.

Moją dietę szlag trafił: nie mogę sobie pozwolić na dalsze picie mleka z migdałów, skończył nam się brązowy ryż i razowy makaron. Nie możemy również kupić wody. Ratujemy się przegotowaną, schłodzoną wodą z cytryną. Jestem ciekawa, jak na te zmiany zareaguje mój organizm. Czy powrócą pryszcze? Czy przytyję lub zaczną się wzdęcia (sorry, że o tym piszę, ale to były powody, dla których zmieniłam dietę). Na razie oboje czujemy się świetnie, mogę nawet powiedzieć, że D. nie odczuł żadnych większych zmian – i tak zawsze jadł wszystko, co popadło. Może tylko bardziej tęskni za słodyczami, ale po obiedzie, który ugotowaliśmy dla wszystkich na Dzień Matki zostały nam dwa ciasta, więc nie jest znowu tak źle.

Co mnie najbardziej zszokowało przez te pierwszych dni w eksperymencie 'Miesiąc bez wydawania pieniędzy'? Jak bardzo mam w sobie zakorzeniony odruch zakupów – gdy brakuje czegoś, od razu myślę, że muszę jechać do sklepu. Szaleństwo! Raz jadąc samochodem zamyśliłam się i skręciłam w stronę Tesco. Gdy zauważyłam, co zrobiłam, zaczęłam się śmiać z samej siebie. Oczywiście zawróciłam.

W pierwszym poście z tej serii zadałam Wam pytanie, co zrobić z siłownią przez czas trwania eksperymentu? Chodzić, czy nie chodzić? Wiecie, co odpowiedzieliście? Na 376 osób, które wzięło udział w ankiecie, aż 272 odpowiedziało, żeby chodzić. Jesteście kochani! Ciężko mi było podjąć tę decyzję, ale Wy ułatwiliście mi to zadanie. Być może jedzenie się pogorszyło, ale wygląd moich czterech liter na pewno się nie pogorszy! Dalej więc ćwiczę, a w poniedziałek dałam sobie taki wycisk, że do dzisiaj czuję się, jakby przejechała po mnie ciężarówka. Brzmi okropnie, ale wiem, że było warte każdej kropli potu!


Jestem ciekawa, jak Wy sobie dajecie radę z wyzwaniem? Kilka z Was pisało, że się przyłączy do nas na jakiś czas. Mam nadzieję, że nie polegliście i tak jak my, pomimo przeciwności, twardo trwacie w postanowieniu nie wydawania pieniędzy przez kolejne dwadzieścia dni. Koniecznie podzielcie się Waszymi spostrzeżeniami z eksperymentu! 


Pokój chłopca ze ścianą w trójkąty

Mam dla Was wspaniałe wieści! Friday Dekor Doctor wraca do pracy we współpracy ze Śnieżką. Co to oznacza dla Was? Że macie szansę otrzymać nie tylko darmową poradę dekoratora - mnie, ale od firmy Śnieżka dostaniecie wszystkie potrzebne farby do dokonania metamorfozy swojego wnętrza!

Akcja będzie miała miejsce co dwa miesiące (będę na bieżąco Wam o niej przypominać, żeby wybrać kolejne osoby chętne do wzięcia w niej udziału) i będzie trwała do końca tego roku. Z taką pomocą już nie będziecie mieli wymówek, żeby nie zrobić czegoś dobrego dla swoich wnętrz. I dosłownie i w przenośni – pięknie udekorowany dom to wszak nie tylko powód do dumy, ale i sposób na lepsze samopoczucie. Dlatego jeśli potrzebujecie pomocy z urządzaniem wnętrza, zaglądajcie na bloga. Wkrótce ogłoszę nabór na kolejną akcję!

Pokój chłopca ze ścianą w trójkąty. InteriorsPL.com

 

Pierwszą osobą, która napisała z prośbą o pomoc była Ania. Poprosiła nas o poradę, jak zamienić obecny tzw. pokój telewizyjny w pokój swojego synka. Marzyły jej się ściany w trójkąty, kolory żółty, błękitny, szary i popielaty oraz półki-domki. Czas pozbyć się wszędobylskich beżów i brązów i odmienić to wnętrze nie do poznania! Tak wyglądał pokój przed zmianami:

Brawa dla Ani za pomalowanie grzejnika tym samym kolorem, co reszta ścian! 

Brawa dla Ani za pomalowanie grzejnika tym samym kolorem, co reszta ścian! 

 

Jak Ania może dokonać metamorfozy pokoju?

 

Po pierwsze malując trzy ściany i sufit jaśniejszym odcieniem szarości Śnieżki z mieszalnika w kolorze S 0502-G. Czwartą ścianę może pomalować w swoje wymarzone geometryczne wzory, wykorzystując żółtą farbę (S 0570-G80Y), błękitną (S 0540-R90B) oraz ciemniejszy odcień szarości (S 1502-G) – wszystkie również z mieszalnika kolorów Śnieżka. Z tak ozdobionymi ścianami można zacząć kolejny krok metamorfozy pokoju – dekorację meblami i dodatkami.

Dlaczego ściana w trójkąty jest lepszym pomysłem od ściany z motywami z bajek? Ponieważ dziecko dorastając lubi coraz to nowe rzeczy. Jednego dnia będzie zafascynowane świnką Pepą, aby już za chwilę znać nazwisko każdego wrestlera z Ameryki. Wiem o czym mówię. Jestem ciocią ubolewającą nad faktem, że nic nie wiem o wrestlingu (no dobrze... może trochę wiem) i tęskniącą za czasami bajek z przyjazną świnką i jej rodziną. Albo Dorą. Albo kapitanem Hookiem. Wszystko jest lepsze od sportu, nie sądzicie? ;)

 

Moja rada: pomysłowym sposobem dekoracji ścian w pokoju dziecka jest oprawienie ładnych kart kalendarza. Zyskacie w ten sposób nie tylko serię świetnych obrazków, ale również zaoszczędzicie! Kalendarze są zawsze tańsze kilka miesięcy po rozpoczęciu Nowego Roku. Teraz jest idealna pora na ich kupno!

 

Zauważcie, że wszystkie dodatki są utrzymane w spójnej kolorystyce: niebieski użyty na ścianie został powtórzony na rolecie oraz poduszce.

Podobnie sprawa wygląda z odcieniami szarym oraz żółtym. Ramki zawieszone symetrycznie po obu stronach okna sprawiają wrażenie, że pokój jest szerszy. Pomalowanie sufitu tym samym kolorem, co pozostałe ściany sprawiło, że pokój wydaje się wyższy. Wszystko po to, aby oszukać oczy do myślenia, że wnętrze jest odrobinę większe, niż w rzeczywistości. A naprawdę spore nie jest! Ma raptem 300x280 cm. To jednak wymiary idealne dla małego kawalera.

 

Jestem ciekawa, jakich kolorów Wy użylibyście w swoim wymarzonym pokoju dziecka? Czym byłby udekorowany? Czego byście unikali, a na co zwracali szczególną uwagę? 


30 dni bez wydawania (żadnych) pieniędzy

Kilka tygodni temu w poście Zabójcza książka o tym, jak wydawać mniej, ale żyć lepiej napisałam, że chcę na sobie samej przeeksperymentować miesiąc bez wydawania żadnych pieniędzy. Wyzwanie zaczęłam wczoraj, a dzisiaj chcę Wam zdradzić dlaczego się tego podejmuję i jakie będą obowiązywały mnie zasady. Ponadto chcę na bieżąco opisywać Wam jak mi idzie, jakie wyciągam wnioski z tego eksperymentu, no i czy mi się w ogóle udało i czy było warto:

30 dni bez wydawania pieniędzy: 10 dni później.

                                                       20 dni później.

Dlaczego nie zaczęłam pierwszego marca? Pierwszy tydzień miesiąca spędziłam z rodziną, która do nas przyjechała w odwiedziny i ciężko byłoby nie wydawać żadnych pieniędzy. Zaczęłam więc wczoraj: 30 dni bez wydawania żadnych pieniędzy – od 9 marca aż do 9 kwietnia.

30 dni bez wydawania pieniędzy


Zasady wyzwania 30 dni bez wydawania pieniędzy:


Nasze zamrażalki i spiżarnia zapełnione są jedzeniem. Czas wykorzystać to, co mamy i zrobić użytek z zapasów. Wiem jednak, że bez mleka, chleba czy bananów byłoby nam ciężko, dlatego raz w tygodniu możemy zrobić małe zakupy wykorzystując drobne z naszego słoika z monetami. Ale uwaga! Nie możemy przekroczyć sumy 10 euro: w sumę tą musi być też wliczona karma dla psów.

Co to dla nas oznacza? Żadnych gum do żucia, soczków, słodyczy, wypadów do kina ze znajomymi (tego będzie minajbardziej brakować), obiadów w restauracjach. Żadnego kupowania ubrań, chemii czy kosmetyków lub doładowań telefonów. Jedyny wydatek, jaki oboje z mężem musimy ponieść w ciągu tego okresu to zakup paliwa (mieszkamy na wsi kilometry od cywilizacji i pracy - rowerem ani rusz się stąd wydostać, a autobusy tu nie kursują...) i zapłata rachunków. 

Mam jednak pewien dylemat... Każdego tygodnia chodzę na siłownię, Zumbę i badminton. Z Zumby i badmintona zrezygnuję na te 30 dni, ale chcę, żebyście pomogli mi zdecydować, co z siłownią? Z jednej strony to też wydatek, ale z drugiej robię to dla zdrowia i lepszego samopoczucia... Co robić? Zabierać te 3 euro ze słoika, czy zrezygnować z siłowni zupełnie? Weźcie udział w ankiecie i zwyczajnie kliknijcie Tak lub Nie: powinnam chodzić na siłownię, czy zrezygnować z niej na 30 dni?

Create your free online surveys with SurveyMonkey , the world's leading questionnaire tool.

 

Dlaczego to robimy?

 

Po pierwsze z ciekawości: naprawdę zżera mnie ciekawość, czy tak można? Czy nam się uda? 30 dni bez wydawania pieniędzy to sporo czasu. Z pewnością stoją przed nami przeszkody, ale wierzę, że z odrobiną pomysłowości i samozaparcia damy radę. Najbardziej obawiam się tego, że zabraknie nam jedzenia. No nic... nie dowiem się, czy miałam rację, jeśli nie spróbuję :) 

Drugim powodem, dla którego chcę przeprowadzić na nas ten eksperyment, to aby docenić to, co już mamy. Tak zwyczajnie. A mamy przecież tak wiele! Ruth Soukup w swojej książce napisała, że im więcej mamy, tym więcej chcemy. Wpadamy w błędne koło: mamy zarabiać pieniądze i je wydawać. Przestajemy zastanawiać się nad wartością posiadanych przez nas rzeczy. Czy po upływie 30 dni to się zmieni?

W maju lecimy na urlop na Ibizę. Kilka miesięcy później na Lanzarote. Dodatkowa gotówka na koncie będzie jak najbardziej mile widziana.

 

Jestem ciekawa, czy nam się uda (trzymajcie mocno kciuki). Byłoby wspaniale, jeśli Wy również przyłączylibyście się do naszego eksperymentu. Nawet jeśli nie na miesiąc, może na tydzień? Albo jeden dzień w tygodniu przez 4 tygodnie? Myślicie, że dalibyście radę? Pomyślcie tylko, ile udałoby Wam się zaoszczędzić! Jestem też ciekawa, co Wy o tym wszystkim sądzicie?