Niedługo stukną mi kolejne urodziny... Latka lecą! Moja teściowa z uporem maniaka powtarza, że życie doświadcza i sprawia, ze stajemy się twardsi. Muszę przyznać, że coś w tym jest... Wierzę, że w życiu każdego z nas przypada stała ilość gówna, że z czasem wszystko się ‘odbylejaczy’ i że z wiekiem robimy się mądrzejsi o nowe doświadczenia. Ale to nie wszystko! Można powiedzieć, że w ciągu każdego kolejnego roku mojego życia nauczylam się czegoś nowego... Posłuchajcie...

31 rzeczy, których nauczyłam się przez 31 lat życia.

1.       Marzenia same się nie spełnią. Czasem trzeba o nie walczyć z uporem osła idącego za marchewką.

2.       Przez nasze życie przewija się mnóstwo ludzi, którzy przychodzą i odchodzą. Taka kolej rzeczy... Najważniejsze jest jednak aby dobrze czuć się ze samym sobą. To z samą sobą muszę spędzać każdy kolejny dzień. Czasem jestem na siebie zła, czasem pęcznieję dumą, ale jedno jest pewne... nigdy nie nudzę się w swoim własnym towarzystwie. Czy możecie powiedzieć to samo o sobie?

31 rzeczy których nauczyłam się przez 31 lat życia

3.       W niektórych sytuacjach dobrze jest być niezależną. Wbicie gwoździa w deskę, malowanie ścian, szycie na maszynie, wymienianie kontaktów... Zaradności można, a nawet trzeba się nauczyć!

4.       Przestałam użalać się nad sobą, że czegoś nie skończyłam, że coś się nie udało... Teraz podchodzę do tego inaczej. Jestem szczęśliwa, że spróbowałam. Wiem, że dałam z siebie wszystko. Nie udało się? Przynajmniej spróbowałam i wiem, że to nie dla mnie!

5.       Zawsze mam coś odłożone na czarną godzinę. Policzyłam, że mam aż pięć różnych sposobów oszczędzania pieniedzy (wliczając w to ogromny słoik na miedziaki). Dobrze jest być niezależną finansowo.

6.       A skoro już jesteśmy przy pieniądzach... nie wierzę w karty kredytowe, debetowe, czy kredyty, a co za tym stoi w wydawanie więcej pieniędzy, niż się zarabia. To pułapka, z której często ciężko się wydostać. Wiem, byłam tam.

7.       Może to trochę głupio i banalnie zabrzmi, ale... praca popłaca. Lenistwo – nie za bardzo. Przykład? Im mniej mam pracy, tym bardziej jestem leniwa. Im bardziej leniwa, tym smutniejsza. Tu krąg się zatacza. Ciężko wyjść z takiego stanu rzeczy. To ja już wolę być ciągle czymś zajęta. Zauważyłam, ze moim motorem napędowym jest praca. Bezrobotna zamieniam się w jędzę.

8.       Jako nastolatka nie wierzyłam w zapięte zimą kurtki, czy czapki na głowie. Pamiętam, gdy na zajęcia w z rana przychodziłam z bielusieńkimi od szronu włosami, bo nie dosuszyłam dobrze głowy po umyciu... Teraz ciepłe skarpety, czapki, i kurtki zapięte po same uszy to norma. W końcu doceniłam zalety ciepłych ubrań. Tylko... rajstop pod spodniami nadal nie lubię nosić! Wkurza mnie to uczucie ‘ślizgania’ się spodni po rajstopach!

9.       Nauczyłam się unikać wampirów energetycznych. Życie jest zbyt krótkie, aby dodatkowo było co jakiś czas wysysane ze mnie, czy to przez kolejną toksyczną znajomą, złe wiadomości usłyszane w radiu, czy trolla na blogu. Unikam, ignoruję, przełączam stację. Dlaczego? Tutaj pisałam więcej na ten temat.

10.   Jestem myślicielem. Ale czasem w złym znaczeniu tego słowa: zbyt dużo o wszystkim myślę. Aby nie stać się toksyczną dla samej siebie, wyłączam się sprzątając, pracując w ogrodzie lub spacerując z moimi psami. Odkryłam, jak ważne jest, aby znaleźć coś, co podziała na nas uspokajająco. Jeśli mój Denis przychodzi z pracy do domu, a ja latam na ścierce, wie od razu, co się święci. To taki sygnał alarmowy, że jeśli mi przeszkodzi, mogę wybuchnąć :)

31 rzeczy, których nauczyłam się przez 31 lat życia

11.   Blogowanie sprawiło, że moje życie nabrało sensu: jestem kreatywna bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Łatwiej mi się wypowiadać na różne tematy, poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, stałam się bardziej zorganizowana... Odkryłam aż 15 powodów, dla których warto blogować!

12.   Kupno domu było jedną z najlepszych decyzji, jaką podjęliśmy z D. Wynajmowanie mieszkania ma swoje zalety, ale o ile przyjemniej jest inwestować pieniądze we własny dom... nie czyjś. Nie ma nic lepszego, niż powrót do WŁASNYCH czterech ścian. Polecam każdemu. To uczucie, gdy wraca się do siebie, do swojego łóżka... bezcenne.

13.   Długo mi zajął ten proces, ale w końcu się tego nauczyłam. Mówię oczywiście o wnioskach wyciąganych z własnych błędów. Każdy wie, o co chodzi, ale czy faktycznie zatrzymujecie się i myślicie ‘Okey, zrobiłam tak, choć tak naprawdę powinnam była zrobić tak, bo efekt byłby taki, zamiast takiego’? Ja już tak.

14.   Do wpadek językowych podchodzę z humorem. Po co się stresować? To właśnie z takich sytuacji po latach mam najlepsze anegdotki do opowiadania. Gdybym po mojej największej gafie, w której powiedziałam, że coś wpadło mi do dupy (zamiast powiedzieć do oka), miała chować głowę w piasek, pewnie nie byłabym teraz z moim mężem. Odkryliśmy, że jedną z rzeczy, która nas najbardziej połączyła, to możliwość śmiania się z samych siebie.

15.   Życie na obczyźnie nauczyło mnie... cierpliwości na drodze. Irlandczycy potrafią przepuścić kogoś na pasach (i nie tylko), zatrzymać się i dać komuś wjechać z podporządkowanej na główną, itp. Nie obawiam się o swoje życie wchodząc na pasy. Nikt na mnie przy tym nie trąbi lub wyje silnikiem dając mi do zrozumienia, że mam jak najszybciej zejść z pasów na chodnik...

16.   Zawsze myślałam o sobie, jak o mieszczuchu. Po latach mieszkania w miastach i miasteczkach nawet przez myśl by mi nie przeszło, że mogłabym mieszkać na wsi. A tu proszę. Ciężko byłoby mi wrócić teraz do cywilizacji... Te tłumy ludzi, korki, pośpiech... Spaliny, wyścig szczurów i nieobecne wzroki ludzi pędzących gdzieś chodnikami... Gumy do żucia, grafitti i brak (lub mało) zieleni... Brrrr.....

17.   Do 23 roku życia nie wiedziałam, co chcę ze sobą zrobić. Z zaciekawieniem i zdziwieniem słuchałam w liceum opowieści koleżanek, które wiedziały dokładnie, na jakie studia chcą się udać i jak będzie wyglądała ich przyszlość. I wiecie co? Nie ma w tym zupelnie nic złego. Nie wszyscy mają tyle szczęścia. Po liceum ekonomicznym, studium i studiach bankowości zupelnie zmieniłam kierunek swoich zainteresowań. Zaczęłam interesować się na poważnie urządzaniem wnętrz. Skończyłam kilka kursów i w końcu znalazłam coś, z czym poważnie powiązałam swoją przyszłość i co mnie naprawdę pasjonuje. To wspaniałe uczucie kochać swoją pracę. Nie bójcie się gonić za marzeniami (patrz punkt 1)!

18.   Nauczyłam się słuchać swojej intuicji, choć nadal jeszcze mam wrażenie, że jest zbyt cicha. Ale ratuje mnie w różnych sytuacjach. Przykład? Chociażby dzisiaj wyjeżdżając z domu usłyszałam głosik mówiący, że będą radary na drodze. Były.

19.   Boję się. Ale staram się stawiać czoła moim obawom tak często, jak tylko mogę. Boję się latać – tylko w tym roku siedziałam w samolocie 9 razy i przynajmniej jeszcze jeden raz jest przede mną. Najgorsze, co mogłabym zrobić, to zamknąć się w domu i nie wychodzić z niego. Każdy się czegoś boi. Czego Ty się boisz?

20.   Nie ma czegoś takiego, jak sekret. Ludzie gadają. Wszyscy. Bez wyjątku.

31 rzeczy których nauczyłam się przez 31 lat życia

21.   Zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem. Ze wszystkimi wadami i zaletami. Mózgu sobie nie przeszczepię :)

22.   Popełniłam kilka błędów w życiu i jeszcze niejeden popełnię.

23.   Szanuję ludzi i sama też chcę (i lubię) być tak traktowana.

24.   Nie boję się stanąć murem za swoimi wierzeniami i przekonaniami. To jest jedna z tych rzeczy, dzięki której każdy z nas jest niepowtarzalny i wyjątkowy.

25.   Zapominam o diecie, kiedy jestem na urlopie. Zwiedzając inne kraje chcę je też poznać ‘od kuchni’. Ale owoców morza nie skosztuję choćby nie wiem co! Tylko krewetki jeszcze ujdą...

26.   Robię zdjęcia. Wszystkiemu. Zdjęcia przetrwają dłużej, niż wspomnienia. 

27.   Zanim wzięłam ślub, mieszkalam z D. jakiś czas. To ważne, aby naprawdę dobrze poznać osobę, z która planujemy spędzić resztę życia. Całe szczęście okazał się być takim porządnickim, jak ja. Jako para, mogę nieskromnie stwierdzić, że jesteśmy idealni!

28.   Nauczyłam się ubierać podkreślając walory mojej sylwetki. Mam figurę- gruszkę, co oznacza, że jestem troszkę szersza w biodrach, niż w ramionach. Sukienki podkreślajęce waską talię, dobrze wycięte żakiety i spodnie dobrane do mojego rodzaju sylwetki są podstawą mojej garderoby. Ale gdyby poszperać w niej trochę, nadal znaleźlibyście w niej wygodne dresy do chodzenia po domu czy wyciągnięte swetry... Cóż mogę rzec – jestem tylko czlowiekiem!

29.   Piję co najmniej dwa litry wody dziennie. Owszem, latam później jak szalona do toalety, ale nie tylko udało mi się dzięki temu schudnąć, ale i moja problematyczna cera wygląda o niebo lepiej! Nie mam już tyle wyprysków, czy ciemnych worów pod oczami. Wyglądam lepiej i czuję sie lepiej.

30.   Lubię posiadać rzeczy, ale nie mam problemu, żeby się z nimi rozstać. Wierzę, że tylko w ten sposób jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Raz na jakis czas robię czystki w moim domu – wyrzucam lub oddaję do sklepów charytatywnych z niego wszystko to, czego nie używaliśmy od roku. Od łazienek aż po strych. Dzięki temu czujemy sie lżejsi, nasz dom wygląda lepiej i jest w nim swobodniejszy przepływ energii. Kiedy Wy ostatnio pozbyliście się niepotrzebnych rzeczy?

31.   Lubię się śmiać. W czasach nastoletnich śmiechem ukrywałam zakłopotanie. Poźniej przechodziłam okres, że śmiałam się ze wszystkiego. Teraz mam do niego zdrowe podejście – śmieję się, bo lubię. Robimy sobie z mężem głupie dowcipy lub oglądamy głupie filmiki na YouTube tak długo, aż oboje turlamy się ze śmiechu wycierając łzy. Ale mamy to chyba we krwi – oboje mamy pozytywnie zakręcone rodzinki. O ileż przyjemniej jest opowiadać sobie po latach te szalone, wesołe opowieści...

 

Jeśli dotrwaliście do końca...

... należą Wam się gratulacje :) To mój pierwszy tak obszerny post. Aż strach pomyśleć, jak długa byłaby ta lista, gdybym obchodziła teraz 51 urodziny! Wyobrażacie sobie to? :) 

Jestem ciekawa, co Wy dodalibyście od siebie do takiej listy?  Czego Wy nauczyliście się żyjąc swoim własnym życiem we własnej skórze? Jakie wyciągneliście z tego do tej pory wnioski? 


Posted
AuthorWioleta Kelly
CategoriesLifestyle

Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu, lub jeśli właśnie po raz pierwszy kliknęliście na tą stronę (witajcie!) jesteście tu najprawdopodobniej, ponieważ szukacie ciekawych pomysłów jak ozdobić mieszkanie. Najlepiej takich, które nie kosztują fortuny, będą miały duży wpływ na wygląd wnętrza i będą oszałamiające, mam rację? Dobrze trafiliście, ponieważ po raz kolejny mam dla Was dawkę zdrowej, motywującej inspiracji.

 

Lubicie literki?

Ja bardzo! Są jednym z tych dodatków, które w niebywale prosty sposób nadają wnętrzu charakteru. Czy słyszeliście kiedyś o personalizacji wnętrza? To dostosowanie wyglądu mieszkania lub poszczególnych pomieszczeń do indywidualnych upodobań jego mieszkańców, a nic przecież nie jest bardziej personalne od naszych inicjałów. Tylko dlatego literowe dekoracje mają aż taką siłę oddziaływania na nasze domy i cieszą się niesłabnącą popularnością.

litera_zrób_to_sam_.jpg

Ilekroć jestem na zakupach, podziwiam literkowe ozdoby, a nieczęsto i całe napisy. Home, love, eat, sleep, wash (dom, kocham, jedz, śpij, myj)... czasem mam wrażenie, że jeszcze tylko poop (rób kupkę) brakuje ;) Mnie jednak zawsze brakowało czegoś innego... czegoś bardziej osobistego. Być może imienia mojego lub mojego męża, albo jakiejś przesadnie dużej pierwszej litery naszego nazwiska, o które przecież tak ciężko w sklepach. Coś, co samo w sobie będzie dekoracją...

Dzisiaj chcę Wam pokazać, jak obeszłam ten problem trzema świetnymi pomysłami na DIY. Podzieliłam je na stopnie zaawansowania, dlatego jestem pewna, że każdy z Was z łatwością znajdzie tu coś dla siebie.

  • Literka z grubej tektury

Stopień zaawansowania: bardzo łatwy.

literka_z_tektury.jpg

Z tektury wycinamy literę i obklejamy ją całą taśmą washi. Boki i brzegi obklejamy dodatkowo kolejną warstwą taśmy, nacinając ją delikatnie w zgięciach i przyklejając tak, aby nic nie odstawało.

Jak zrobić ozdobę ściany. Literka.
  • Literka z kwiatów.

Stopień zaawansowania: łatwy.

Literka z kwiatów. DIY

Z tektury wycinamy literę i za pomocą kleju w pistolecie przyklejamy do niej sztuczne kwiaty zaczynając od tych największych i wypełniając wszystkie szczeliny najmniejszymi. Gdy dekoracja będzie cała obklejona, przycinamy wystające poza literę liście i płatki.

litera_z_kwiatów.jpg
  • Litera ze sklejki.

Stopień zaawansowania: średni.

Litera ze sklejki

Ze sklejki wycinamy poszczególne elementy naszej litery, które następnie wygładzamy papierem ściernym i przyklejamy mocnym klejem do tektury. Po wyschnięciu kleju ozdobę malujemy.

Litera ze sklejki. Zrób to sam

 

Jak możecie wykorzystać te pomysły?

Przygotowałam dla Was listę 5 pomysłów, ale jestem pewna, że macie głowy nie od parady i sami wpadniecie na ciekawe rozwiązania:

  • Ponad galerią ze zdjęciami z Waszego ślubu (lub zaręczyn, narodzin dziecka, itp.) umieśćcie datę tego wydarzenia. Galeria stanie się bardziej niepowtarzalna, a Wasi partnerzy już nie będą mieli wymówki, że nie pamiętali o Waszej rocznicy :D
  • W sypialni nad każdą lampką nocną zawieście inicjał imienia osoby, która przy niej śpi.
  • W łazience ponad każdym wieszakiem pierwszą literę imienia osoby, do której wieszak należy.
  • Na drzwiach wejściowych zamiast wieńca.
  • Jeśli brakuje Wam ozdób ściennych, każda z tych liter zrobiona w rozmiarze XXL będzie ozdobą samą w sobie. Kto powiedział, że litery muszą być małe???
Litera DIY

Lubię tę Wyspę. Ale czasem zupełnie nie rozumiem, o co tu chodzi! No bo posłuchajcie...

  •  Pory roku są czasem zupełnie pomieszane, a lato i zima tylko tym różnią się od wiosny i jesieni, że troszeczkę rzadziej pada... Choć tak naprawdę nie przesadzę, jeśli napiszę, że występuje tu tylko jedna pora roku... deszczowa. Każda inna pogoda jest odstępstwem od normy.

  • Śnieg pada tu bardzo rzadko. Owszem, temperatury schodzą do zera, czasem nawet do -1 lub -3 stopni, ale... najczęściej na tym się kończy. Niech to Was jednak nie zwiedzie. Zamieszkujący wyspę Polacy często powtarzają, że tutaj zimą jest zimniej, niż u nas w Ojczyźnie! Mają rację. U nas mróz jest suchy, tutaj jest wilgotny, przez co ma się wrażenie, że przenika aż do kości. Brrrrr....

  • A skoro już mowa o śniegu, to muszę napisać, że tutaj nie ma zimowych opon, a tubylcy zupełnie nie wiedzą, jak jeździć autem, gdy drogi są oblodzone. Kiedy mój chrześniak obchodził kilka lat temu swoje pierwsze urodziny, hrabstwo Kerry i Limerick było zasypane dziesięcio-centymetrową warstwą śniegu. Mieszkamy w wyżynnej miejscowości i żeby się z niej wydostać najpierw musimy zjechać ze stromej górki, żeby później wjechać pod dużą górę. Wszystko szło dobrze i już-już mieliśmy się rozpędzić, żeby wspiąć się autem na górę, kiedy utknęliśmy za samochodem, który ślizgał się jak oszalały. Co się okazało? Jego opony były tak łyse, że sterczały z nich druty!
Paradoksy Irlandii
  • O każdej porze roku można tu spotkać ludzi w krótkich rękawkach, sandałach, czy miniówkach. Latem to jeszcze ujdzie, bo czasem jest ciepło (!), ale zimą dziewczyny trzęsą się jak osiki, ale kurtki czy płaszcza nie założą. Ba! Nawet ich przy sobie nie mają. Największym szokiem jest dla mnie jednak chodzenie na bosaka...

  • 2-4 nad ranem w weekend. Irlandczycy wracają po imprezie do domów. Dziewczyny niosą buty w rękach i idą boso. Napiszę tylko tyle... poobklejane gumami do żucia chodniki (PS. Za wyplucie gumy na chodnik grozi kara pieniężna!), wymiociny, stłuczone butelki, śmieci, temperatura do 10 stopni... Wyobrażacie sobie to?

  • Kilkumiesięczne niemowlaki mają gołe stopy i głowy. Dlaczego? Bo od noszenia czapeczki włosy robią się ‘brzydsze’, a bez bucików dziecko się hartuje... Oczywiście latem to przejdzie, ale zimą mnie zawsze szokuje.

  • Czy wyszlibyście kiedyś w pidżamie na miasto? Co musiałoby się stać, żebyście tak się publicznie pokazali? Bo wiecie... tutaj to jest na porządku dziennym. Już się nawet temu nie dziwię, choć raz się prawie udusiłam kurczakiem słodko-kwaśnym widząc, jak dziewczyna ubrana w różową pidżamę w białe serduszka wchodzi do chińskiej restauracji odebrać zamówienie. Czasem widzę w sklepach matki z dziećmi – wszyscy w brudnych pidżamach... o 3 po południu! Czy Wy wiecie, o co chodzi, bo ja nie mam zielonego pojęcia?
Paradoksy i szaleństwa Irlandii
  • To samo tyczy się papilotów. Matki, żony, córki, ciotki, babcie przed imprezą zawijają papiloty i paradują tak cały dzień po mieście.

  • Noszenie dresów jest również na porządku dziennym. Panowie często ubierają koszulki z kolorami ulubionej drużyny piłkarskiej, panie chodzą w nich 24/7.

  • Prawie połowa moich irlandzkich znajomych sprząta w swoich domach raz na kilka tygodni.

  • Czy wiedzieliście, że po Irlandii można jeździć samochodem nawet, gdy obleje się kurs na prawo-jazdy?

  • Niektóre drogi są tak wąskie, że zbliżając się do zakrętu trzeba zatrąbić, żeby dać znać ewentualnemu kierowcy jadącemu naprzeciw, że nadjeżdżamy.

  • Ludzie bezrobotni jeżdżą najnowszymi samochodami...

  • W blokach nie wolno trzymać psów.

  • Kupno coca-coli lub innego gazowanego napoju w barze jest droższe od kupna piwa!
Paradoksy irlandzkie
  • Słodycze w sklepach są tańsze od warzyw i owoców.

 

  • Osoby bezrobotne lub z kartą medyczną płacą tylko kilkaset euro za sztuczne zapłodnienie, podczas gdy pracujące muszą zapłacić kilka tysięcy.

 

  • W barach wieczorem muzyka jest puszczana tak głośno, że trzeba krzyczeć, żeby z kimś porozmawiać.

 

  • Drzwi otwierają się zawsze do środka. Osoby o większej tuszy mają problem z wejściem do mikroskopijnych wielkości publicznych toalet.

 

  • Okna otwierają się na zewnątrz... Mieszkanie na wyższym piętrze równa się brudnym oknom. No bo jak tam wsadzić rękę, żeby je umyć?

O innych moich spostrzeżeniach na temat Irlandii przeczytacie w poście Irlandia: tutaj trawa jest zawsze bardziej zielona, a niebo bardziej błękitne oraz 15 rzeczy, których nauczyłam się przez lata mieszkania w Irlandii.

Jestem ciekawa, jakie są Wasze lub Waszych znajomych spostrzeżenia odnośnie tej Wyspy? Są pozytywne czy negatywne?


Stało się zwyczajem, a nawet tradycją, że kupno najtańszej komody z Ikea – małej i niepozornej Rast z surowego drewna, wiąże się z jej metamorfozą. Dziesiątki blogerów już próbowało – jedne projekty były mniej, inne bardziej udane. Dzisiaj chcę Wam pokazać, jak ja ją przemieniłam – do Was należy decyzja, czy zrobiłam to z powodzeniem, czy poniosłam klęskę.

Ikea Rast hack DIY

Mebel jest jakby stworzony do kreatywnego myślenia. Cóż nadzwyczajnego może być w zwykłej, niepomalowanej komodzie? Niska cena dodatkowo potęguje chęć zrobienia z nią czegoś niesamowitego: dodania jej nowych uchwytów, przemalowania, małego liftingu...

Poniżej przygotowałam dla Was kilka inspiracji, co możecie z nią zrobić. Kto by pomyślał, że coś tak zwyczajnego może wyglądać tak wspaniale i okazale? 

1. 2. 3. 4.

1. 2. 3. 4.

Ale przejdźmy do rzeczy. Wszyscy jesteśmy tutaj, żeby dowiedzieć się, jak ja przemieniłam moją komodę. Krok pierwszy to złożenie mebla. Mam kilkuletnią wprawę w składaniu ikeowych flatpacków i idzie mi to jak po maśle, choć przyznam Wam się, że nie zawsze mi tak dobrze szło. Jedna z pierwszych szaf, którą kupiliśmy złożyliśmy co do przodu to do tyłu i co na dół to na górze. Nawet nie pytajcie jak... Z tego błędu wyciągnęłam jeden ważny wniosek – instrukcje są po to, aby się z nimi zapoznać. Składanie mebli na oślep jest jak bieganie z opaską na oczy – łatwo się potknąć o najmniejszy kamień lub co gorsza – wpaść na ścianę. Po złożeniu Rast wygląda mniej więcej tak (zauważcie, że nie przymocowałam do niej jeszcze uchwytów):

Komoda Ikea Rast

Kolejnym krokiem jest dorobienie jej nóg i wycięcie dolnego panelu w dekoracyjne kształty, które w efekcie końcowym sprawią, że komoda nie będzie wyglądała tak topornie. Jak tego dokonałam? Nie dokonałam – mój stolarz zrobił to za mnie, za jedyne 20 euro. Aby dorobić komodzie nogi musiał zrobić jej dno, którego oryginalnie nie ma po złożeniu mebla. Dziwne, prawda? No, ale za tą cenę... nie spodziewajmy się za wiele. Tak wyglądała komoda świeżo po przywiezieniu jej od stolarza:

Ikea Rast hack DIY

Pozostała najprzyjemniejsza część przemiany mebla, czyli jego dekoracja. Najpierw pomalowałam go na różowo farbą Duluxa do drewna i metali o satynowym wykończeniu. Komodę pokryłam trzema warstwami farby. Po wyschnięciu dwóch pierwszych warstw delikatnie przetarłam je papierem ściernym dla uzyskania jednolitego, satynowego wykończenia. To ważny etap, jeśli chcecie uzyskać profesjonalnie wyglądający efekt bez smug po wałku czy pędzlu! 

Jak malować meble

Uchwyty zrobiłam z drewnianych kulek, które po pomalowaniu na biało nawlekłam na mocny, syntetyczny sznurek w różowym kolorze, dzięki czemu jest prawie niewidoczny na tle różowych szuflad. Kulki kupiłam w sklepie z artykułami dla artystów, kosztowały tylko kilka euro. Sznurek następnie przewlekłam przez dziury w szufladzie i zabezpieczyłam go małymi śrubkami.

  • Moja uwaga: aby śrubki stały się niewidoczne pomalowałam je różową farbą.
  • Moja uwaga 2: w środku szuflady wystające kawałki sznurka obcięłam i zasupłałam kilkakrotnie dla pewności.

I to w sumie tyle! Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie zrobiła czegoś nietypowego... I tak, po wysunięciu szuflad można zobaczyć coś nietypowego...

To co? Udała mi się ta metamorfoza, czy nie? Czekam na Wasze opinie!

Ikea Rast hack DIY
ikea_rast_hack

Posted
AuthorWioleta Kelly
CategoriesZrób to sam

Z jednej strony dekorowanie pokoju dziecięcego jest dziecinnie łatwe, bo można puścić wodze wyobraźni i trochę zaszaleć, z drugiej maluszek potrzebuje mnóstwa rzeczy! Mobile, przewijaki, miejsce na pieluszki i śliniaki, książki, zabawki, ubranka... Niekończąca się lista najpotrzebniejszych rzeczy. Jak to wszystko pogodzić, gdy na domiar złego pokój jest nie tylko mały, ale i ciemny? Rodzice dziewczynki poprosili mnie, aby pokój był tak urządzony, żeby nie musieli nic w nim zmieniać latami. No, to jest dopiero wyzwanie!

pokoj_dziewczynki_niemowlaka

Dlaczego urządzanie pokoju dziecka jest jak przygotowania do ślubu

Sypialnia trzymiesięcznej Aoify miała być królestwem, w którym panuje żółty i różowy i takim też się stała. Dominujące barwy zostały przełamane dla kontrastu kilkoma turkusowymi i niebieskimi dodatkami: koroną podtrzymującą baldachim, światełkami i wielką literą A, którą zrobiłam ze starych desek. Ale to nie koniec mojej pracy z kontrastami: czy zauważyliście, że korona, litera i wieszaki wyglądają na dość stare, podczas gdy reszta pokoju jest nowa, lśniąca i pachnąca? Dlaczego? Ponieważ przy tak słodkich kolorach łatwo przedobrzyć i sprawić, że całość będzie wyglądała jak plastikowy domek lalki Barbie. Aby tego uniknąć, deski malowałam suchym pędzlem metodą przecierki. Z dekorowaniem cukierkowego pokoju dziecka jest z jak z przygotowaniami do ślubu. Wnętrze musi mieć coś starego, nowego i coś niebieskiego.

pokoj_dziewczynki_niemowlaka

Ograniczony budżet? Trzeba kombinować!

Miałam ściśle wyznaczony budżet, dlatego większość dodatków była z Ikea (baldachim, zasłony i lampy), lumpeksów (lustro i ramki) lub zrobionych przeze mnie. Najdroższymi dodatkami były dywan z Urban Outfitters oraz wieszaki króliczki z Tk&Maxx. Najbardziej dumna jestem jednak z tego, jak wspaniałej metamorfozy udało mi się dokonać na najtańszej komodzie z Ikea: po dorobieniu jej nóg i kulkowych uchwytów (które były zainspirowane kulkami na ramie łóżeczka) oraz pomalowaniu na różowo stała się zupełnie innym meblem. Takie przemiany lubię najbardziej, a komoda Rast nie ma sobie równych, jeśli chodzi o metamorfozy! W zanadrzu mam jeszcze kilka takich pomysłów, ale cierpliwie czekam, aż trafi mi się kolejny klient, kiedy będę mogła je wykorzystać. Za kilka dni zdradzę, jak krok po kroku dokonałam przemiany komody.

Ikea Rast DIY

Pokój królewny: czyli baldachim z koroną

Nieźle nagłowić musiałam się z baldachimem... Na Etsy zamówiłam koronę wyciętą z płyty MDF. Początkowo to do niej chciałam przyczepić baldachim, jednak uświadomiłam sobie, że jeśli dziecko pociągnie za materiał, korona może odczepić się od ściany... Dlatego ostatecznie wszystko ponad łóżeczkiem wisi na własnych hakach: baldachim na jednym, litera i światełka na kolejnych, a korona na zawiasach przyczepionych do ściany. Tutaj moja mała uwaga: jeśli tak jak ja będziecie chcieli ozdobić pokój dziecka światełkami, upewnijcie się, że:

  • nie nagrzewają się, dzięki czemu dziecko uniknie poparzeń, a baldachim przypaleń
  • są na baterie.
Pokój niemowlaka. Róźowo żółty pokój dziecka

W przyszłości rodzice Aoify będą mogli wymienić łóżeczko na pojedyncze łóżko bez potrzeby dokonywania innych zmian. Tylko tyle potrzeba, żeby zamienić pokój niemowlaka w sypialnię dorastającej dziewczynki w dobrze urządzonym pokoju! 

Przewijak na biurku
Lustro w pokoju dziecka
Baldachim. Pokój dziewczynki
Lampka królik
Różowo żółty pokój dziewczynki
pokoj_dziewczynki_niemowlaka2.jpg