Mam ostatnio szczęście do wynajdywania fajnych rzeczy zupełnie za darmo! Jakiś czas temu pisałam, że upolowałam nogi metalowego stoliczka. Były wprawdzie mega zardzewiałe, ale po dokładnych oględzinach doktor Wiola zawyrokowała, że będą żyły. Rdza była tylko powierzchowna. Nic poważnego.

Na początku mojej ulicy stoi stary budynek, który kiedyś był salą taneczną, ale obecnie stoi i niszczeje. Powybijane szyby, krzewy rosnące w rynnach i te sprawy. Mijam go codziennie od ponad pięciu lat, ale nigdy nie zrobiłam dokładniejszych oględzin. Aż do niedawna.

Obeszłam go dookoła. Kilka starych, drewnianych drzwi (muszę sobie zanotować, że będą świetnym tłem do zdjęć), w tym jedne otwarte. Pierwsze pomieszczenie – sterty śmieci. Deska do prasowania, szczątki czegoś, co kiedyś było chyba meblami kuchennymi, zderzak od samochodu... Wrrr... Iść dalej, czy się poddać i wracać do domu? Eeee... idę dalej. Drugie pomieszczenie: sala taneczna z podium, na której z pewnością grała orkiestra i duuuuużo starych mebli! Bingo! Oczywiście większość po latach niszczenia nie nadaje się do użytku, z innymi zupełnie nie miałabym co zrobić, bo dom mamy już urządzony, ale przygruchałam sobie coś... Kilka szuflad (jedną z nich widzieliście już w akcji kilka postów temu), stare, szklane abażury i podniszczoną konsolkę, która po renowacji będzie stała w ogrodzie i służyła mi jako stolik do przesadzania kwiatów. Moje dekoracyjne ADHD nie zna granic :)

Po co mi szklane klosze od lampy, które przecież wyszły z mody jakieś 50 lat temu? Gdy tylko je zobaczyłam, wiedziałam, co chcę z nimi zrobić. Podpowiedź: farba w sprayu to najlepszy przyjaciel wszelkich metamorfoz!

Kiedyś klosz, dziś doniczka:

- ‘No dobrze, ale co zrobiłaś z dziurą na dnie klosza?’ –zapytacie. Wypełniłam ją dużymi kamykami. W ten sposób ziemia się z niej nie wysypuje, a woda ma którędy wypływać, gdy zbyt obficie podleję roślinę.

 

Zauważyłam u siebie pewną słabość... Oprócz zgarniania przedmiotów, którym można dać drugie życie, mam fioła na punkcie tworzenia wazonów praktycznie z niczego. W ciągu czterech lat działania bloga prezentowałam już, jak je zrobić z wiklinowych koszy, dyni, kieliszka do wina, flakonach po perfumach, słoiczkach, a ostatnio zrobiłam je nawet ananasa i czaszki (idealne na Halloween)! Pokazywałam zdjęcia moich bukietów w filiżankach do herbaty, starej porcelanie i metalowych puszkach. Co akurat mi się pod rękę nawinie. Kwiaty kocham i prawie ciągle mam jakieś w domu (obecnie przechodzę fazę fascynacji ozdobnymi kapustami), a nie każdy wazon pasuje do każdego bukietu. Poza tym wazon wcale nie musi być wazonem, zwłaszcza teraz, gdy kolorowe liście i gałązki np. jeżyn aż się proszą, żeby przyjść z nami do domu!

Układając w naczyniu kwiecistą aranżację możecie stanąć przed problemem ilości... Co zrobić, gdy pośrodku bukietu zrobi się ziejąca pustką dziura? Wykorzystajcie moją sprawdzoną metodę: do brzegu pojemnika przyklejcie na krzyż taśmę samoprzylepną. Zawsze działa!

Teraz już nie macie wymówek, żeby udać się na spacer i przynieść ze sobą liście, kwiaty i gałązki! Jesień jest taka piękna (w sensie polska jesień, bo ta nasza irlandzka jest okropna. Od tygodnia leje NON STOP). Wykorzystajcie to. Grzechem byłoby nie.


Zdaje się, że każdy szanujący się zagraniczny bloger przynajmniej raz użył i napisał coś o kredowych farbach Annie Sloan. To mus, zupełnie jak fotografowanie kaloszy Hunter, mikserów Aid, czy robienie jeszcze coś innego z TEJ listy. Nie możemy zostać w tyle, dlatego dzisiaj ja chcę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami odnośnie tej słynnej farby. Post nie jest sponsorowany, a wszelkie opinie i uwagi na temat produktu są wyłącznie moje.

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

Czym jest kredowa farba (chalk paint) Annie Sloan?

To dekoracyjna farba która, wierząc reklamom, potrafi zamienić nawet najnudniejsze i najgorzej wyglądające meble w coś cudownego i niepowtarzalnego. 20 lat temu Annie Sloan zafascynowana antykami z XVIII do XX wieku postanowiła stworzyć farbę, która oddawałaby ducha tamtych epok. Jej farby charakteryzuje gama kolorów, która została stworzona przy współpracy z najlepszymi artystami. Tu mała ciekawostka: farby można ze sobą mieszać i tworzyć zupełnie nowe kolory! I teraz najciekawsza informacja: farby podobno pokryją KAŻDĄ powierzchnię bez potrzeby jej wcześniejszego przygotowywania (przecierania papierem ściernym, malowania farbą podkładową, itp.), po pomalowaniu nie powstają zacieki i jedna warstwa powinna być wystarczająca, żeby idealnie pokryć mebel.

Żartujecie? Takie cuda, a ja jej jeszcze nigdy nie używałam? Na stronie internetowej Annie Sloan poszukałam sklepów w mojej najbliższej okolicy, które zajmowałyby się dystrybucją farby. Miałam szczęście – były w miasteczku obok. Skusiłam się na farbę w kolorze Florence Batch i bezbarwny wosk, który jest równie sławny, co ‘chalk paint’. Zapłaciłam coś około 40 euro, czyli normalną sumę, za puszkę farby tego rozmiaru i wosk. Jeden - zero dla Annie za mało wygórowaną cenę.

Farba i wosk Annie Sloan. InteriorsPL.com

Akurat tak się zdarzyło, że kilka dni wcześniej moja teściowa chciała wyrzucić krzesło, na które patrząc, ciężko było powiedzieć, czy widziało lepsze czasy... Odrapane, rozpadające się, z prowizoryczną tapicerką. Obraz nędzy i rozpaczy. Zlitowałam się nad nim i przywiozłam je tego dnia ze sobą do domu z zamiarem uratowania mu życia. Dałam mu nawet imię – George:

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com
Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

 

Jak ja użyłam kredowej farby

Pisałam wcześniej, że reklama farby mówi, że meble nie potrzebują żadnego przygotowania przed malowaniem. Tutaj nie posłuchałam i przetarłam George’a papierem ściernym. Zrobiłam to tylko dlatego, ponieważ ktokolwiek malował go wcześniej, nie miał pojęcia, co robi! Sama nie jestem ekspertem, ale patrząc na krzesło mogłam od razu powiedzieć, że mebel był przetarty papierem ściernym i od razu po tym pomalowany. Farba była nierówna i chropowata z widocznymi zaciekami. Przed malowaniem mebel powinien zostać dokładnie oczyszczony z drobinek kurzu!

Po nałożeniu pierwszej warstwy farby, która powinna być wystarczająca, zauważyłam, że potrzebuję kolejnej, bo kolor jest dość nierówny. Okazało się, że farbę trzeba co jakiś czas dobrze wymieszać, aby pozbyć się tego problemu. No cóż... Nie wiedziałam :)  Po drugiej warstwie było już ok, ale zorientowałam się, że powstało kilka zacieków. Całe szczęście były w miejscach, gdzie planowałam później przecierkę dla uzyskania postarzanego efektu. Farba naprawdę szybko schnie – już po niecałej godzinie mogłam malować krzesło kolejny raz! Nie ma nieprzyjemnego zapachu, powiedziałabym nawet, że jej aromat jest bardzo miły dla nosa – delikatny, kredowy... Samo malowanie było czystą przyjemnością – farba jest dość gęsta i bardzo dobrze kryje.

Po odczekaniu 24 godzin, George przeszedł do kolejnego etapu swojej metamorfozy: woskowania (krzesło przed woskowaniem mogliście zobaczyć w poprzednim poście!).

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

 

Używanie wosku do mebli Annie Sloan

Mogę śmiało napisać, że gdy raz użyjecie tego wosku, wpadniecie w trans: będziecie chcieli użyć go na prawie wszystkich powierzchniach, jakie tylko znajdziecie. Któż by się spodziewał, że takie małe opakowanie starczy na tak długo??? Po powoskowaniu krzesła odnowiłam konsolkę i wieszak w przedpokoju, kilka starych szuflad (ponownie: jedną mogliście podziwiać w poprzednim poście), a nawet wazon z Ikea! Jest jednak pewna zasada, której warto się trzymać, aby uzyskać profesjonalnie wyglądający efekt:

 

  • najpierw wosk nakładamy miękką szmatką na małej powierzchni mebla i natychmiast przecieramy ją starym t-shirtem (inne materiały nie działają tak dobrze – sprawdziłam!). W ten sposób, krok po kroku woskujemy cały mebel. Ale uwaga: wosk nakładamy tylko zgodnie z kierunkiem słoi na drewnie!
  • jeśli chcemy postarzyć mebel metodą przecierki, teraz jest ku temu najlepszy czas: po pierwszej warstwie wosku. Ja George’a postarzyłam tępym nożem: papier ścierny nie dałby mi takiej wyrazistej linii drewna, tym bardziej, że był wcześniej pomalowany zieloną farbą.
  • mebel oczyszczamy z drobinek kurzu suchą szmatką.
  • teraz możemy nałożyć drugą warstwę wosku. Nakładamy go na całej powierzchni bez polerowania t-shirtem. Pozwalamy mu wyschnąć 24 godziny. Po upływie tego czasu mebel polerujemy koszulką aż do uzyskania tego wspaniałego, delikatnego połysku, który uzyskamy tylko dzięki woskowi!

Gdy krzesło było już pomalowane otapicerowałam je od nowa i przykleiłam do niego małe dekory. Nie miałam drewnianych, dlatego użyłam plastikowych, ale farba świetnie je pokryła. Dzięki temu mebel zyskał zupełnie nowy image! Nie mogę się doczekać miny teściowej, gdy zobaczy swoje stare-nowe krzesło. Jak myślicie, spodoba jej się?

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

 

Moje wrażenia po użyciu farby i wosku Annie Sloan

Czy użyłabym ich ponownie? O tak! Jak najbardziej. Farba nie ma zapachu, oprócz delikatnego zapachu kredy do tablicy. Świetnie kryje (jeśli dobrze się ją wcześniej pomiesza!- pamiętajcie o tym) i nie bałagani. Jest też bardzo wydajna: pomalowałam nią krzesło, szuflady w konsolce w przedpokoju, kilka pudełek i coś innego, o czym chwilowo nie mogę napisać (tajemnica!) i nadal mam jeszcze ¼ zawartości puszki! Kolor po pomalowaniu jest dość matowy, ale po powoskowaniu staje się głęboki i intensywny. Piękny! Niestety samo kupno farby nie wystarczy – meble po pomalowaniu MUSZĄ być powoskowane, w przeciwnym wypadku za każdym razem, gdy dotkniecie mebla wilgotną dłonią zostawicie na nim ślady. Ale jak już pisałam kupno wosku naprawdę się opłaca: wydobywa kolor drewna (i farby), poleruje i nadaje meblom delikatny połysk. I starcza na mega długo!

Zauważyłam jednak, że farba ma jeden minus: nie wyobrażam sobie malowania nią mebla, którego nie chcemy później postarzyć. Nie i koniec! Nie umiem tego wytłumaczyć, ale farba jest po prostu stworzona do uzyskania tego efektu podniszczonego antyku. Mam w zanadrzu jednak jeszcze jeden, zupełnie inny projekt z użyciem tej farby, dlatego kto wie? Może wkrótce zmienię zdanie? Napewno Wam o tym opowiem.

Jestem ciekawa, czy Wy użyliście już kiedyś tej farby i jakie były Wasze spostrzeżenia po jej użyciu? Czy byliście z niej równie zadowoleni, co ja?

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com
Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com
Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

Tydzień bez DIY tygodniem straconym, nie sądzicie? Mój najnowszy projekt jest naprawdę bardzo łatwy do wykonania, nie jest bardzo czasochłonny i do drogich też nie należy. Mamy na niego idealną porę roku: liście jeszcze wiszą na drzewach, ale są już w pełni rozwinięte, dzięki czemu są bardziej mięsiste.

Dlaczego o tym wspominam? Bo do zrobienia tego projektu będziecie potrzebowali kilku różnych liści. Ja przeszłam się wokół domu i zerwałam z ziemi kilka chwastów, liść truskawki, klonu i jakiegoś kwiatu rosnącego w ogrodzie. Cokolwiek znajdziecie jestem pewna, że będzie idealne! W sklepie z artykułami dla artystów kupiłam glinkę plastyczną. Zastanawiam się jednak, czy masa solna również podołałaby temu zadaniu? Jeśli spróbujecie, koniecznie dajcie znać, jak Wam poszło!

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com
Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Glinkę delikatnie rozwałkowałam na ok 4-5 cm grubości i położyłam na niej liścia, którego później porządnie ‘wewałkowałam’ (czy to w ogóle jest słowo?!?) w masę. Nie przesadzajcie jednak z wałkowaniem– im cieńsza warstwa glinki, tym ciężej będzie Wam później ją oderwać od stołu bez niszczenia kształtu liścia.

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Teraz możecie oderwać od masy plastycznej liścia. Waszym oczom ukaże się odbity w niej wizerunek rośliny. Ale to nie koniec zabawy!

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Nożem z ostrym czubkiem najpierw wycięłam zarys liścia, aby następnie wyciąć bardziej precyzyjne brzegi. Przy tym było najwięcej zabawy! Jeśli szkoda Wam czasu, użyjcie liści o gładkich brzegach.

Liście z masy solnej. InteriorsPL.com

Płaską łopatką podważcie delikatnie Waszego liścia i ułóżcie go na talerzu. Ja pod brzegami swoich, w niektórych miejscach podłożyłam zwiniętą folię aluminiową, aby uzyskać bardziej realistycznie wyglądające liście. Możecie zrobić tak samo!

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com
Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Liście będą musiały schnąć kilka dni. Moje potrzebowały około 4 dób, aby stać się twarde i suche. Dekoracji nie malowałam, ponieważ spodobały mi się takie ‘surowo’ wyglądające. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, abyście Wy swoje ozdobili kroplą koloru: farby akrylowe będą do tego wprost stworzone!

Jedynym problemem, który teraz stoi przed Wami, to w jaki sposób użyjecie swoich nowych ozdób? Ja wykorzystałam starą szufladę i kilka desek, aby zrobić z nich mini-gablotkę na nowe skarby. Ale równie dobrze możecie:

  • obramować je lub po prostu wkleić do ramek,
  • zrobić w nich dziurki (pamiętajcie, aby zrobić je, gdy glinka jeszcze będzie mokra) i zawiesić pod sufitem. Coś, jak kiedyś zrobiłam tutaj (co nawiasem mówiąc jest jednym z najpopularniejszych moich PINów na Pinterest),
  • zrobić ich całą masę z zamiarem użycia ich później jako ozdoby na choinkę (oszalałam! Wspominam o Świętach na początku października! Ale wiecie co... czemu nie? Jeśli zaczniecie je robić teraz, do Świąt się wyrobicie!)
  • pomalować je farbą do glazury i użyć ich jako dekorację stołu lub stolika kawowego,
  • przyczepić je do wieńca, który następnie zawiesicie na drzwiach wejściowych.

A może macie jeszcze jakieś inne pomysły na ich wykorzystanie? Jestem ciekawa jakie? Dajcie mi znać! Koniecznie też pochwalcie się swoim końcowym dziełem na Instagram linkując je hashtagiem #Interiorspl

Pytanie tylko, czy dałam Wam tym postem kopa do działania, czy mam do Was zajrzeć i zrobić to osobiście? ;) 

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Czy wiedzieliście, że więcej ludzi boi się sukcesu bardziej od porażki? Ale to nie wszystko – kobiety boją się bardziej od mężczyzn! Skąd o tym wiem? Bo kilka miesięcy temu wpisałam w wyszukiwarkę internetową ‘dlaczego boję się sukcesu’ i okazało się, że nie ja jedna. Wyszukiwarka otrzymała wcześniej to hasło aż 93 miliony razy! Uświadomiłam sobie pewnego pięknego, słonecznego dnia, że ja nie boję się upadku – dupę mam zahartowaną, a co ma być, to i tak będzie... Ja boję się właśnie sukcesu! Czasem, gdy zbliżam się do wytyczonego przeze mnie celu, ‘coś’ nawala... zaczynam tracić zainteresowanie, wynajduję milion powodów, dlaczego coś innego jest teraz ważniejsze od tego, co właśnie powinnam była robić, aż w końcu staję się zupełnie zniechęcona. Znacie to skądś? Macie czasem tak samo?

Motywujące cytaty

Uporu mi nie brakuje – wiedzą o tym wszyscy moi znajomi. Jestem ugodna, ale gdy na czymś naprawdę mi zależy, jestem gorsza od osła. Mam też silną wolę: kilka lat temu rzuciłam palenie bez żadnych plasterków, gum, e-papierosów, czy innych wynalazków. W tym roku postanowiłam zrzucić wagę i wrócić do rozmiaru 8, który miałam ostatnio... w liceum. Uparłam się i dałam radę. Czyli okazuje się, że jednak potrafię odnosić sukcesy. Dlaczego więc nie mogę ich odnieść w innych dziedzinach mojego życia? Wyciągając wnioski z tego, co udało mi się dokonać do tej pory wiem, że jest mi ciężko, ponieważ:

  • wymagam od siebie za dużo na raz. Podczas rzucania palenia, czy zrzucania wagi koncentrowałam się tylko na tym wyzwaniu. Nie narzucałam sobie kilku niemożliwych rzeczy na raz.
  • nie miałam ściśle określonego planu. Koncentrując się na diecie wiedziałam, że odniosę sukces, jeśli wrócę do wagi 60 kilogramów (lub niżej) i kiedy uda mi się ją utrzymać. W podświadomości od początku miałam zakodowany cel.
  • nie cieszyłam się z każdego małego zwycięstwa. Kolejny tydzień bez papierosa? Nagradzałam się czymś: czy to pysznym ciastkiem, czy nową bluzką. Cóż to było za wspaniałe uczucie wiedzieć, że tak dobrze mi idzie! Już nie mogłam się doczekać kolejnego tygodnia bez dymka.
  • nie powiedziałam wszystkim w moim otoczeniu, że chcę coś osiągnąć. Gdy byłam na diecie, wszyscy w moim otoczeniu wiedzieli o tym. Uniknęłam w ten sposób namawiania mnie na słodycze i zyskałam doping: kiedy miałam zły dzień, powtarzali mi, jak świetnie wyglądam i jak wspaniale daję sobie radę.
  • nie byłam wystarczająco uparta. Wiedziałam, że na imprezach więcej palę, dlatego początkowo ich unikałam. Robiłam to tak długo, aż byłam pewna, że gdy wypiję lampkę wina już nie będę chciała palić. Och, jak bardzo mi tego brakowało! Ale dałam radę. 8 lat później, a ja nadal nie palę.
  • nie zastąpiłam starych nawyków nowymi. Moim największym problemem było podjadanie wieczorami. Tu ciasteczko, tam czipsy... A bioderka nie oczy- nie zostają tego samego rozmiaru od urodzenia. Pozbyłam się wszelkich słodkich pokus z domu i zastąpiłam je zdrowszymi opcjami. Zaczęłam planować z wyprzedzeniem – jeśli wiedziałam, że będę później oglądała film lub czytała książkę, szykowałam sobie przekąski: kawałki marchewek, pokrojony melon lub ananas... Mogłam wtedy podjadać bez wyrzutów sumienia.
  • nie wiedziałam, jakie będą zyski z odniesionego sukcesu. Przykład? Wiedziałam, że po rzuceniu palenia będę miała zdrowszą cerę, lepszą kondycję, więcej zaoszczędzonych pieniędzy...
  • nie byłam przygotowana na gorsze dni. Każdy z nas ma kiedyś zły dzień, a będąc kobietą te zdarzają się nam regularnie... co najmniej raz w miesiącu. Pozwalałam sobie czasem na chwile przemyślanej słabości. Gdy wyłam z rozpaczy do księżyca, że brakuje mi czegoś słodkiego, wiedziałam, czego szukać, żeby nie czuć się później winną (wszak same owoce i warzywa to czasem za mało). Znalazłam nisko-tłuszczowe, naturalnie słodkie lody owocowe i to one pomagały mi przetrwać najgorsze chwile. Zdarzało się, że zjadałam całe opakowanie lodów (7 sztuk) w kilka godzin. Ale bez wyrzutów sumienia mogłam sobie na nie pozwolić.
  • nie odrobiłam zadania domowego. Nie przeszłam na dietę w ciemno. Spędziłam kilka dni czytając książkę ‘I quit sugar’, w sieci poszukałam zdrowych przepisów... Byłam świadoma wyrzeczeń, które będę musiała ponieść w niedalekiej przyszłości.
  • nie nagrodziłam się, gdy osiągnęłam sukces. Poczułam, że to naprawdę ważne, żeby się porządnie nagrodzić, gdy dotrę do wyznaczonego celu. Po powrocie do mojej wagi z liceum byłam z siebie naprawdę dumna, że tak wspaniale dałam sobie ze wszystkim radę. Kupiłam sobie wielki bukiet kwiatów i poszłam ze znajomymi do restauracji, aby świętować... Wszak jest co!

Czy mam rację nazywać moje dokonania sukcesami? Tak, mam. Każde wyzwanie, które przed sobą stawiamy i które pokonujemy to sukces. Patrząc na swoje życie wstecz śmiało mogę stwierdzić, że zbyt małą poświęciłam im uwagę. Sukces za sukcesem przeszły niezauważone... zapomniane po latach. Nie zrozumcie mnie źle – o tych największych pamiętam, ale te mniejsze odeszły w zapomnienie... Jaka szkoda! A czyż nie byłoby wspaniale w chwili słabości móc je wszystkie zobaczyć zarchiwizowane w jednym miejscu i pomyśleć ‘Jak ja dużo dokonałam! Ile słabości pokonałam! Ile sukcesów odniosłam!’ i czerpać z nich siłę i walkę do działania?

Motywujące cytaty. InteriorsPL.com

Od kilku dni w biblioteczce trzymam specjalny dziennik, w którym notuję wszystkie odniesione przeze mnie zwycięstwa: te malutkie i te ważne, ogromne. Każdego dnia pokonujemy bitwę za bitwą. Ktoś powiedział, że życie zaczyna się poza naszą strefą komfortu i wiecie co? Gnojek miał rację. Bo czyż można nazwać życiem istnienie bez jakichkolwiek emocji, starań, czy wysiłków? Życie jest jak tor wyścigowy. To zakręty nadają mu znaczenie.

Teraz, gdy wyciągnęłam wnioski z sukcesów, których już dokonałam, powinno być mi być łatwiej dokonać ich w tych bardziej sprecyzowanych dziedzinach mojego życia. Tak naprawdę to chyba nie ma się czego bać... przecież nie można bać się czegoś, czego jeszcze się nie zna? Zobaczymy, jak mi pójdzie tym razem. Podsumowując: zauważyłam, że aby osiągnąć sukces, potrzebujemy 10 kroków:


Krok pierwszy: nie wymagaj od siebie za dużo na raz

Krok drugi: szczegółowo określ, kiedy coś stanie się dla ciebie sukcesem.

Krok trzeci: doceń to, czego już dokonałeś i nagródź się za tą wygraną.

Krok czwarty: powiedz komuś o swoim celu. Powiedzenie tego na głos sprawi, że naprawdę w to uwierzysz (jeśli jeszcze nie wierzyłeś), ale zyskasz też doping i pomoc od najbliższych osób.

Krok piąty: upór, upór i jeszcze raz upór

Krok szósty: pozbądź się starych nawyków!

Krok siódmy: miej sprecyzowane benefity, które zyskasz, gdy osiągniesz sukces.

Krok ósmy: bądź przygotowany na gorsze dni.

Krok dziewiąty: odrób zadanie domowe. Dowiedz się więcej o swoim celu.

Krok dziesiąty: nagródź się, gdy już osiągniesz swój sukces!


Jakich sukcesów Wy dokonaliście dzisiaj/w tym tygodniu/ miesiącu? Czym jest dla Was sukces? Zapytałam Was o to Facebooku i tak mi odpowiedzieliście:

'Sukces to dla mnie wstać rano w dobrym humorze i cieszyć się z tego, co przyjdzie mi robić przez cały dzień. Sukces to wracać do domu z przekonaniem, że czeka w nim ktoś, komu naprawdę na Tobie zależy i kto bierze Cię w pakiecie ze wszystkimi Twoimi wadami. Sukces to mieć odwagę marzyć i sięgać po najwyższe cele, jak po swoje. To komfort w podejmowaniu decyzji – żeby mojego ‘Tak’ lub ‘Nie’ nigdy nie musiał generować stan konta.' - Monika Gabas

Dla mnie sukcesem w tym tygodniu jest uświadomienie sobie, co zrobić, żeby go dokonać! 


Wczoraj na Facebook zadałam Wam pytanie, co wolicie: rozwiązania gotowe, czy rozwiązania kreatywne. Zdecydowana większość zgodnie odparła, że kreatywne.

Basia napisała, że remontuje właśnie mieszkanie i przerabia meble z lat 60 i 70: w nowym wydaniu będą u niej meble do jadalni oraz pokoju dziecięcego.  Dominika lubi robić wszystko samodzielnie i robi to dla własnej satysfakcji, ale jak słusznie stwierdziła, nie na wszystko jest czas, nie na wszystko są chęci lub wystarczające umiejętności... Wtedy trzeba posłużyć się rozwiązaniami gotowymi. U Karoliny elementem decydującym jest to, co akurat ma pod ręką – najpierw szuka czegoś, co prawdopodobnie ma już w domu, a jeśli nic takiego nie może znaleźć, kupuje daną rzecz.

 

Po co kupować, jeśli już to mamy? 

A co, jeśli powiedziałabym Wam, że czasem to, czego akurat potrzebujecie... macie już u siebie? Nowe zasłony, dywany, abażury na lampy, wieszaki, gałki do mebli, itp., itd. Nie widzicie tego jednak i mimo wszystko pędzicie do sklepu wydawać ciężko zarobione dutki. Pewnie myślicie teraz, że oszalałam, mam rację? Przecież wiecie dokładnie, co macie w domu. No, może nie do końca jesteście przekonani co do szopki w ogrodzie, bo tak ja do swojej, często tam nie wchodzicie przerażeni wizją spasionych pająków, które tylko na Was czyhają, ale ogólnie wiecie, co macie, no nie? No właśnie nie.

Tysiące ludzi każdego dnia stoi przed wyborem: kupić coś, czy zrobić to samodzielnie. Osobiście wyznaję zasadę, że jeśli mogę coś zrobić samodzielnie, nie lubię tego kupować. Wiem, że Wy również. Wszak pisaliście o tym na Facebooku! Celem mojego dzisiejszego posta jest pokazanie Wam, jak używać rzeczy, które z pewnością macie już u siebie, ale w inny, bardziej kreatywny sposób. Jeśli nie wykorzystacie ich, aby zaoszczędzić, z pewnością polubicie je za ich pomysłowość.

 

15 sposobów na użycie normalnych rzeczy w innowacyjny sposób

1.      Stojak na wino może posłużyć również jako efektowny wieszak na ręczniki kąpielowe. To świetny sposób na dekorację łazienki!

2.       Metalowy lub druciany kosz na śmieci odwrócony do góry nogami będzie zgrabnym stolikiem pomocniczym. Ja kilka lat temu właśnie w ten sposób wykorzystałam dużą osłonkę na donicę. Jeśli dodatkowo umieścić na niej okrągłą deskę do krojenia, stworzymy industrialny mebel, którym nie pogardziłby żaden loft-lover.

Donica jako stolik

3.       Ale to nie wszystko! Druciane i wiklinowe kosze mogą stać się też wspaniałymi lampami!

4.       Jeśli szukaliście kiedykolwiek bezskutecznie kapy na łóżko w kolorze, który będzie koordynował z wyglądem Waszej sypialni, ten pomysł jest dla Was. Użyjcie kawałków materiałów lub zasłon!  Setki dekoratorów na całym świecie używają tego sposobu. Sama niedawno stanęłam przed dylematem, co zrobić, żeby ożywić sypialnię przy ograniczonym budżecie. Sama pościel zdawała się być niewystarczająca, potrzebowałam koloru w nogach łóżka... Użyłam kawałka materiału.

Kawałek materiału jako kapa na łóżku

6.       Nowe zasłony – no problem. Użyjcie prześcieradeł. Alina już to zrobiła, teraz kolej na Was. Ewentualnie użyjcie ich jako baldachim :)

7.       Świecznik podczas imprezy może pełnić rolę stojaka na ciasto lub owoce. Wystarczy ustawić na nim małe talerzyki lub filiżanki.

8.       Czy wiedzieliście, że stojak na magazyny może pełnić też funkcję wieszaka na owoce?

9.       Stare zabawki mogą stać się nowoczesnymi gałkami do mebli!

10.   Jeśli nie boicie się wchodzić do szopki ogrodowej, stare grabie (ale oczywiście oczyszczone i odświeżone) mogą stać się wieszakiem na kieliszki lub przyrządy kuchenne. Jeśli mimo wszystko wolicie tam nie wchodzić, zapomnijcie o tym projekcie

11.   Nawet zużyte opony mogą być czymś zupełnie innym. Ja już dwukrotnie wykorzystałam je w ogrodzie: robiąc z nich oczko wodne i całkiem efektowną donicę. Możecie jednak posunąć się o krok dalej i zrobić z nich... pufę!

12.   Córce marzy się domek dla lalek? Wystarczy przemalować lub okleić kawałkami kolorowych papierów szafę. Dziewczynka się w nim zakocha!

13.   Kolorowe lub wzorzyste rajstopy możemy wykorzystać, aby ozdobić abażury. Zwyczajnie naciągnijcie je na klosz i przytnijcie, gdzie trzeba!

14.   Nie wyrzucajcie bawełnianych t-shirtów. Pocięte na kawałki będą świetnym dywanikiem łazienkowym! Zobaczcie, jak ja go zrobiłam, podczas gdy Denis oglądał mecz, a mnie się nudziło.

15.   Szuflady mogą być wykorzystane na wiele sposobów: wiszące półki, stoliki (wystarczy dorobić im nogi lub kółka), pojemniki na przechowywanie drobiazgów pod łóżkiem, szafy...

16.   Zwykła doniczka może stać się poduszką na szpilki. Nie żartuję!

Poduszka na szpilki kaktus

 Wystarczy spojrzeć na coś innym okiem...

Ale to nie wszystko. Stół może stać się biurkiem (i gwarantuję Wam, że będzie się lepiej prezentował w biurze od biurka!), stolik kawowy może być otomaną, jeśli otapicerujemy go od góry, szafki kuchenne możemy wykorzystać jako siedzisko okienne... Wystarczy, że przestaniecie patrzeć na przedmioty, które widzicie codziennie w ten sam sposób, w jaki zawsze na nie spoglądacie (nie ukrywam, że lampka winka będzie pełniła tu ogromne znaczenie).

Wyjdźcie ze swojej strefy komfortu... co widzicie? Jakie znaleźliście inne zastosowania przedmiotów, które już macie w posiadaniu? Podzielcie się nimi, nie bądźcie sknerami ;) My też chcemy o nich wiedzieć!


Posted
AuthorWioleta Kelly