Czy zastanawialiście się kiedyś, co powiedzielibyście sobie samym, gdybyście mogli cofnąć się w czasie do Waszych dwudziestych urodzin? Coś jak w filmie Powrót do Przyszłości: gdybyście mogli doradzić sobie coś, żeby uniknąć zawodu, niepowodzenia, zaoszczędzić sobie stresu... Co by to było?

Myśląc nad swoją własną przeszłością ze zdumieniem stwierdziłam, że owszem, popełniłam masę głupich i głupszych błędów, ale miałam to szczęście, że z każdej gafy wyniknęło coś dobrego. Z tego powodu wiele rzeczy zostawiłabym takimi, jakimi były. Ale uwaga! Napisałam ‘wiele’, a nie ‘wszystko’!

List do młodszej siebie.InteriorsPL

 

  • Idź do dentysty na czas. Uda Ci się uniknąć wyrywania, którego tak nie znosisz.
  • Nie zamartwiaj się, że nie wiesz, co zrobić ze sobą po skończeniu szkoły. Zaoszczędzisz sobie stresu, a gdy przyjdzie pora odnajdziesz w sobie pasję, która zupełnie odmieni Twoje życie.
  • Jesteś bardziej wrażliwa od innych. Im szybciej sobie to uświadomisz, tym lepiej dla Ciebie.
  • Przestań myśleć, co powiedzą inni i po prostu rób to, na co masz ochotę. Ludzie i tak będą gadali, bez względu na to, co zrobisz.
  • Nie zmieniaj się dla innych i nie udawaj kogoś, kim nie jesteś. Aha, i naucz się mówić ‘nie’.
  • Nie farbuj włosów na rudo. Nie farbuj włosów na rudo! Nie farbuj ich!!!
  • Nie używaj tak często prostownicy. Zniszczysz sobie włosy i miną lata, zanim wrócą do dawnej formy.
  • Zapisz się na kurs fotografii, który tak bardzo chciałaś zrobić. Później będziesz żałować, że ominęła Cię taka fajna przygoda.
  • Nie bierz tej pożyczki na meble. Wkrótce wyjedziesz do Irlandii, a meble latami będą stały nieużywane na strychu.
  • Zadzwoń do pracy i powiedz, że jesteś chora w sobotę wielkanocną 2005 roku. Ominie Cię wypadek w pracy i miesiąc zwolnienia lekarskiego.
  • Tylko dlatego, że zarabiasz, nie oznacza, że musisz wszystko od razu wydać. Naucz się odkładać pieniądze, albo skończysz jedząc jedną bułkę na dzień... na więcej Cię nie będzie stać...

 

List do młodszej siebie.InteriorsPL


  • Chcesz, żeby wszyscy Cię lubili? To niemożliwe! Nie trać czasu na ludzi, którzy nie są go warci.
  • Odejdź od tego lusterka! Przestań wyduszać pryszcze! To głupi nawyk, który po latach przysporzy Ci blizn potrądzikowych. Idź do lekarza po tabletki – im wcześniej zaczniesz je brać, tym szybciej wyleczysz zmiany skórne. I skoro już jesteśmy przy pryszczach: wyeliminuj wszelkie produkty mleczne ze swojej diety i zacznij pić 2l wody mineralnej dziennie. To też pomoże Ci wyleczyć skórę!
  • Czasem lepiej zachować coś tylko dla siebie... Nie gadaj tyle.
  • Niezależnie od tego, jak się teraz czujesz wiedz, że wszystko się jeszcze odbylejaczy.

 

Jestem pewna, że jeden z moich znajomych do takiej listy dodałby „Nie próbuj zobaczyć, jak kręcą się kółka od deskorolki, gdy na niej jedziesz... Odrapiesz sobie połowę twarzy!” (prawdziwa historia!).

Co doradziłabym młodszej sobie.InteriorsPL.com

Zapytałam Was o Wasze rady dla młodszych siebie na Facebook i oto, co mi odpowiedzieliście:


  • ‘Ja bym sobie doradziła, żeby słuchać częściej swojej intuicji i nie zawsze iść na kompromis, a już napewno nie godzić się na coś, co sprawia, że czuję się z tym źle. Wtedy nie wierzyłam we własne możliwości. Dziś jest trochę inaczej, tylko że z pewnych decyzji nie ma odwrotu bez bolesnych konsekwencji...’ -Kinga
  • Po powrocie z Warszawy, nie wracaj do mamy. Bądź bardziej niezależna.’ -Ania
  • ‘Nie bój się, będzie dobrze! Dasz radę. Go on!’ –Agnieszka
  • ‘Niczego nie żałuj! Wszystko co się dzieje to cenne lekcje a nie porażki.’ –Joanna
  • ‘Za 5lat będziesz niesamowicie szczęśliwa. Podążaj drogą, którą obrałaś, a wszystko ułoży się tak, jak powinno.’ –Aga
  • ‘Nie zastanawiaj się tyle. Działaj!’ –Isa Flower&Event One
  • ‘Wierz we własne siły, rzuć studia, nie planuj nic do końca życia i nie przejmuj się pierdołami.’ –Anna
  • ‘Miej odwagę realizować swoje marzenia, później będzie Ci coraz trudniej’ - Magda


Jakich rad Wy udzielilibyście dwudziestoletnim sobą? Czego chcielibyście uniknąć, czego nie doświadczać w ogóle? Czy myśleliście kiedyś o tym?



Mam ostatnio szczęście do wynajdywania fajnych rzeczy zupełnie za darmo! Jakiś czas temu pisałam, że upolowałam nogi metalowego stoliczka. Były wprawdzie mega zardzewiałe, ale po dokładnych oględzinach doktor Wiola zawyrokowała, że będą żyły. Rdza była tylko powierzchowna. Nic poważnego.

Na początku mojej ulicy stoi stary budynek, który kiedyś był salą taneczną, ale obecnie stoi i niszczeje. Powybijane szyby, krzewy rosnące w rynnach i te sprawy. Mijam go codziennie od ponad pięciu lat, ale nigdy nie zrobiłam dokładniejszych oględzin. Aż do niedawna.

Obeszłam go dookoła. Kilka starych, drewnianych drzwi (muszę sobie zanotować, że będą świetnym tłem do zdjęć), w tym jedne otwarte. Pierwsze pomieszczenie – sterty śmieci. Deska do prasowania, szczątki czegoś, co kiedyś było chyba meblami kuchennymi, zderzak od samochodu... Wrrr... Iść dalej, czy się poddać i wracać do domu? Eeee... idę dalej. Drugie pomieszczenie: sala taneczna z podium, na której z pewnością grała orkiestra i duuuuużo starych mebli! Bingo! Oczywiście większość po latach niszczenia nie nadaje się do użytku, z innymi zupełnie nie miałabym co zrobić, bo dom mamy już urządzony, ale przygruchałam sobie coś... Kilka szuflad (jedną z nich widzieliście już w akcji kilka postów temu), stare, szklane abażury i podniszczoną konsolkę, która po renowacji będzie stała w ogrodzie i służyła mi jako stolik do przesadzania kwiatów. Moje dekoracyjne ADHD nie zna granic :)

Po co mi szklane klosze od lampy, które przecież wyszły z mody jakieś 50 lat temu? Gdy tylko je zobaczyłam, wiedziałam, co chcę z nimi zrobić. Podpowiedź: farba w sprayu to najlepszy przyjaciel wszelkich metamorfoz!

Kiedyś klosz, dziś doniczka:

- ‘No dobrze, ale co zrobiłaś z dziurą na dnie klosza?’ –zapytacie. Wypełniłam ją dużymi kamykami. W ten sposób ziemia się z niej nie wysypuje, a woda ma którędy wypływać, gdy zbyt obficie podleję roślinę.

 

Zauważyłam u siebie pewną słabość... Oprócz zgarniania przedmiotów, którym można dać drugie życie, mam fioła na punkcie tworzenia wazonów praktycznie z niczego. W ciągu czterech lat działania bloga prezentowałam już, jak je zrobić z wiklinowych koszy, dyni, kieliszka do wina, flakonach po perfumach, słoiczkach, a ostatnio zrobiłam je nawet ananasa i czaszki (idealne na Halloween)! Pokazywałam zdjęcia moich bukietów w filiżankach do herbaty, starej porcelanie i metalowych puszkach. Co akurat mi się pod rękę nawinie. Kwiaty kocham i prawie ciągle mam jakieś w domu (obecnie przechodzę fazę fascynacji ozdobnymi kapustami), a nie każdy wazon pasuje do każdego bukietu. Poza tym wazon wcale nie musi być wazonem, zwłaszcza teraz, gdy kolorowe liście i gałązki np. jeżyn aż się proszą, żeby przyjść z nami do domu!

Układając w naczyniu kwiecistą aranżację możecie stanąć przed problemem ilości... Co zrobić, gdy pośrodku bukietu zrobi się ziejąca pustką dziura? Wykorzystajcie moją sprawdzoną metodę: do brzegu pojemnika przyklejcie na krzyż taśmę samoprzylepną. Zawsze działa!

Teraz już nie macie wymówek, żeby udać się na spacer i przynieść ze sobą liście, kwiaty i gałązki! Jesień jest taka piękna (w sensie polska jesień, bo ta nasza irlandzka jest okropna. Od tygodnia leje NON STOP). Wykorzystajcie to. Grzechem byłoby nie.


Zdaje się, że każdy szanujący się zagraniczny bloger przynajmniej raz użył i napisał coś o kredowych farbach Annie Sloan. To mus, zupełnie jak fotografowanie kaloszy Hunter, mikserów Aid, czy robienie jeszcze coś innego z TEJ listy. Nie możemy zostać w tyle, dlatego dzisiaj ja chcę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami odnośnie tej słynnej farby. Post nie jest sponsorowany, a wszelkie opinie i uwagi na temat produktu są wyłącznie moje.

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

Czym jest kredowa farba (chalk paint) Annie Sloan?

To dekoracyjna farba która, wierząc reklamom, potrafi zamienić nawet najnudniejsze i najgorzej wyglądające meble w coś cudownego i niepowtarzalnego. 20 lat temu Annie Sloan zafascynowana antykami z XVIII do XX wieku postanowiła stworzyć farbę, która oddawałaby ducha tamtych epok. Jej farby charakteryzuje gama kolorów, która została stworzona przy współpracy z najlepszymi artystami. Tu mała ciekawostka: farby można ze sobą mieszać i tworzyć zupełnie nowe kolory! I teraz najciekawsza informacja: farby podobno pokryją KAŻDĄ powierzchnię bez potrzeby jej wcześniejszego przygotowywania (przecierania papierem ściernym, malowania farbą podkładową, itp.), po pomalowaniu nie powstają zacieki i jedna warstwa powinna być wystarczająca, żeby idealnie pokryć mebel.

Żartujecie? Takie cuda, a ja jej jeszcze nigdy nie używałam? Na stronie internetowej Annie Sloan poszukałam sklepów w mojej najbliższej okolicy, które zajmowałyby się dystrybucją farby. Miałam szczęście – były w miasteczku obok. Skusiłam się na farbę w kolorze Florence Batch i bezbarwny wosk, który jest równie sławny, co ‘chalk paint’. Zapłaciłam coś około 40 euro, czyli normalną sumę, za puszkę farby tego rozmiaru i wosk. Jeden - zero dla Annie za mało wygórowaną cenę.

Farba i wosk Annie Sloan. InteriorsPL.com

Akurat tak się zdarzyło, że kilka dni wcześniej moja teściowa chciała wyrzucić krzesło, na które patrząc, ciężko było powiedzieć, czy widziało lepsze czasy... Odrapane, rozpadające się, z prowizoryczną tapicerką. Obraz nędzy i rozpaczy. Zlitowałam się nad nim i przywiozłam je tego dnia ze sobą do domu z zamiarem uratowania mu życia. Dałam mu nawet imię – George:

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com
Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

 

Jak ja użyłam kredowej farby

Pisałam wcześniej, że reklama farby mówi, że meble nie potrzebują żadnego przygotowania przed malowaniem. Tutaj nie posłuchałam i przetarłam George’a papierem ściernym. Zrobiłam to tylko dlatego, ponieważ ktokolwiek malował go wcześniej, nie miał pojęcia, co robi! Sama nie jestem ekspertem, ale patrząc na krzesło mogłam od razu powiedzieć, że mebel był przetarty papierem ściernym i od razu po tym pomalowany. Farba była nierówna i chropowata z widocznymi zaciekami. Przed malowaniem mebel powinien zostać dokładnie oczyszczony z drobinek kurzu!

Po nałożeniu pierwszej warstwy farby, która powinna być wystarczająca, zauważyłam, że potrzebuję kolejnej, bo kolor jest dość nierówny. Okazało się, że farbę trzeba co jakiś czas dobrze wymieszać, aby pozbyć się tego problemu. No cóż... Nie wiedziałam :)  Po drugiej warstwie było już ok, ale zorientowałam się, że powstało kilka zacieków. Całe szczęście były w miejscach, gdzie planowałam później przecierkę dla uzyskania postarzanego efektu. Farba naprawdę szybko schnie – już po niecałej godzinie mogłam malować krzesło kolejny raz! Nie ma nieprzyjemnego zapachu, powiedziałabym nawet, że jej aromat jest bardzo miły dla nosa – delikatny, kredowy... Samo malowanie było czystą przyjemnością – farba jest dość gęsta i bardzo dobrze kryje.

Po odczekaniu 24 godzin, George przeszedł do kolejnego etapu swojej metamorfozy: woskowania (krzesło przed woskowaniem mogliście zobaczyć w poprzednim poście!).

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

 

Używanie wosku do mebli Annie Sloan

Mogę śmiało napisać, że gdy raz użyjecie tego wosku, wpadniecie w trans: będziecie chcieli użyć go na prawie wszystkich powierzchniach, jakie tylko znajdziecie. Któż by się spodziewał, że takie małe opakowanie starczy na tak długo??? Po powoskowaniu krzesła odnowiłam konsolkę i wieszak w przedpokoju, kilka starych szuflad (ponownie: jedną mogliście podziwiać w poprzednim poście), a nawet wazon z Ikea! Jest jednak pewna zasada, której warto się trzymać, aby uzyskać profesjonalnie wyglądający efekt:

 

  • najpierw wosk nakładamy miękką szmatką na małej powierzchni mebla i natychmiast przecieramy ją starym t-shirtem (inne materiały nie działają tak dobrze – sprawdziłam!). W ten sposób, krok po kroku woskujemy cały mebel. Ale uwaga: wosk nakładamy tylko zgodnie z kierunkiem słoi na drewnie!
  • jeśli chcemy postarzyć mebel metodą przecierki, teraz jest ku temu najlepszy czas: po pierwszej warstwie wosku. Ja George’a postarzyłam tępym nożem: papier ścierny nie dałby mi takiej wyrazistej linii drewna, tym bardziej, że był wcześniej pomalowany zieloną farbą.
  • mebel oczyszczamy z drobinek kurzu suchą szmatką.
  • teraz możemy nałożyć drugą warstwę wosku. Nakładamy go na całej powierzchni bez polerowania t-shirtem. Pozwalamy mu wyschnąć 24 godziny. Po upływie tego czasu mebel polerujemy koszulką aż do uzyskania tego wspaniałego, delikatnego połysku, który uzyskamy tylko dzięki woskowi!

Gdy krzesło było już pomalowane otapicerowałam je od nowa i przykleiłam do niego małe dekory. Nie miałam drewnianych, dlatego użyłam plastikowych, ale farba świetnie je pokryła. Dzięki temu mebel zyskał zupełnie nowy image! Nie mogę się doczekać miny teściowej, gdy zobaczy swoje stare-nowe krzesło. Jak myślicie, spodoba jej się?

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

 

Moje wrażenia po użyciu farby i wosku Annie Sloan

Czy użyłabym ich ponownie? O tak! Jak najbardziej. Farba nie ma zapachu, oprócz delikatnego zapachu kredy do tablicy. Świetnie kryje (jeśli dobrze się ją wcześniej pomiesza!- pamiętajcie o tym) i nie bałagani. Jest też bardzo wydajna: pomalowałam nią krzesło, szuflady w konsolce w przedpokoju, kilka pudełek i coś innego, o czym chwilowo nie mogę napisać (tajemnica!) i nadal mam jeszcze ¼ zawartości puszki! Kolor po pomalowaniu jest dość matowy, ale po powoskowaniu staje się głęboki i intensywny. Piękny! Niestety samo kupno farby nie wystarczy – meble po pomalowaniu MUSZĄ być powoskowane, w przeciwnym wypadku za każdym razem, gdy dotkniecie mebla wilgotną dłonią zostawicie na nim ślady. Ale jak już pisałam kupno wosku naprawdę się opłaca: wydobywa kolor drewna (i farby), poleruje i nadaje meblom delikatny połysk. I starcza na mega długo!

Zauważyłam jednak, że farba ma jeden minus: nie wyobrażam sobie malowania nią mebla, którego nie chcemy później postarzyć. Nie i koniec! Nie umiem tego wytłumaczyć, ale farba jest po prostu stworzona do uzyskania tego efektu podniszczonego antyku. Mam w zanadrzu jednak jeszcze jeden, zupełnie inny projekt z użyciem tej farby, dlatego kto wie? Może wkrótce zmienię zdanie? Napewno Wam o tym opowiem.

Jestem ciekawa, czy Wy użyliście już kiedyś tej farby i jakie były Wasze spostrzeżenia po jej użyciu? Czy byliście z niej równie zadowoleni, co ja?

Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com
Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com
Metamorfoza krzesła. Annie Sloan. InteriorsPL.com

Tydzień bez DIY tygodniem straconym, nie sądzicie? Mój najnowszy projekt jest naprawdę bardzo łatwy do wykonania, nie jest bardzo czasochłonny i do drogich też nie należy. Mamy na niego idealną porę roku: liście jeszcze wiszą na drzewach, ale są już w pełni rozwinięte, dzięki czemu są bardziej mięsiste.

Dlaczego o tym wspominam? Bo do zrobienia tego projektu będziecie potrzebowali kilku różnych liści. Ja przeszłam się wokół domu i zerwałam z ziemi kilka chwastów, liść truskawki, klonu i jakiegoś kwiatu rosnącego w ogrodzie. Cokolwiek znajdziecie jestem pewna, że będzie idealne! W sklepie z artykułami dla artystów kupiłam glinkę plastyczną. Zastanawiam się jednak, czy masa solna również podołałaby temu zadaniu? Jeśli spróbujecie, koniecznie dajcie znać, jak Wam poszło!

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com
Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Glinkę delikatnie rozwałkowałam na ok 4-5 cm grubości i położyłam na niej liścia, którego później porządnie ‘wewałkowałam’ (czy to w ogóle jest słowo?!?) w masę. Nie przesadzajcie jednak z wałkowaniem– im cieńsza warstwa glinki, tym ciężej będzie Wam później ją oderwać od stołu bez niszczenia kształtu liścia.

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Teraz możecie oderwać od masy plastycznej liścia. Waszym oczom ukaże się odbity w niej wizerunek rośliny. Ale to nie koniec zabawy!

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Nożem z ostrym czubkiem najpierw wycięłam zarys liścia, aby następnie wyciąć bardziej precyzyjne brzegi. Przy tym było najwięcej zabawy! Jeśli szkoda Wam czasu, użyjcie liści o gładkich brzegach.

Liście z masy solnej. InteriorsPL.com

Płaską łopatką podważcie delikatnie Waszego liścia i ułóżcie go na talerzu. Ja pod brzegami swoich, w niektórych miejscach podłożyłam zwiniętą folię aluminiową, aby uzyskać bardziej realistycznie wyglądające liście. Możecie zrobić tak samo!

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com
Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Liście będą musiały schnąć kilka dni. Moje potrzebowały około 4 dób, aby stać się twarde i suche. Dekoracji nie malowałam, ponieważ spodobały mi się takie ‘surowo’ wyglądające. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, abyście Wy swoje ozdobili kroplą koloru: farby akrylowe będą do tego wprost stworzone!

Jedynym problemem, który teraz stoi przed Wami, to w jaki sposób użyjecie swoich nowych ozdób? Ja wykorzystałam starą szufladę i kilka desek, aby zrobić z nich mini-gablotkę na nowe skarby. Ale równie dobrze możecie:

  • obramować je lub po prostu wkleić do ramek,
  • zrobić w nich dziurki (pamiętajcie, aby zrobić je, gdy glinka jeszcze będzie mokra) i zawiesić pod sufitem. Coś, jak kiedyś zrobiłam tutaj (co nawiasem mówiąc jest jednym z najpopularniejszych moich PINów na Pinterest),
  • zrobić ich całą masę z zamiarem użycia ich później jako ozdoby na choinkę (oszalałam! Wspominam o Świętach na początku października! Ale wiecie co... czemu nie? Jeśli zaczniecie je robić teraz, do Świąt się wyrobicie!)
  • pomalować je farbą do glazury i użyć ich jako dekorację stołu lub stolika kawowego,
  • przyczepić je do wieńca, który następnie zawiesicie na drzwiach wejściowych.

A może macie jeszcze jakieś inne pomysły na ich wykorzystanie? Jestem ciekawa jakie? Dajcie mi znać! Koniecznie też pochwalcie się swoim końcowym dziełem na Instagram linkując je hashtagiem #Interiorspl

Pytanie tylko, czy dałam Wam tym postem kopa do działania, czy mam do Was zajrzeć i zrobić to osobiście? ;) 

Ceramiczne liście DIY.InteriorsPL.com

Czy wiedzieliście, że więcej ludzi boi się sukcesu bardziej od porażki? Ale to nie wszystko – kobiety boją się bardziej od mężczyzn! Skąd o tym wiem? Bo kilka miesięcy temu wpisałam w wyszukiwarkę internetową ‘dlaczego boję się sukcesu’ i okazało się, że nie ja jedna. Wyszukiwarka otrzymała wcześniej to hasło aż 93 miliony razy! Uświadomiłam sobie pewnego pięknego, słonecznego dnia, że ja nie boję się upadku – dupę mam zahartowaną, a co ma być, to i tak będzie... Ja boję się właśnie sukcesu! Czasem, gdy zbliżam się do wytyczonego przeze mnie celu, ‘coś’ nawala... zaczynam tracić zainteresowanie, wynajduję milion powodów, dlaczego coś innego jest teraz ważniejsze od tego, co właśnie powinnam była robić, aż w końcu staję się zupełnie zniechęcona. Znacie to skądś? Macie czasem tak samo?

Motywujące cytaty

Uporu mi nie brakuje – wiedzą o tym wszyscy moi znajomi. Jestem ugodna, ale gdy na czymś naprawdę mi zależy, jestem gorsza od osła. Mam też silną wolę: kilka lat temu rzuciłam palenie bez żadnych plasterków, gum, e-papierosów, czy innych wynalazków. W tym roku postanowiłam zrzucić wagę i wrócić do rozmiaru 8, który miałam ostatnio... w liceum. Uparłam się i dałam radę. Czyli okazuje się, że jednak potrafię odnosić sukcesy. Dlaczego więc nie mogę ich odnieść w innych dziedzinach mojego życia? Wyciągając wnioski z tego, co udało mi się dokonać do tej pory wiem, że jest mi ciężko, ponieważ:

  • wymagam od siebie za dużo na raz. Podczas rzucania palenia, czy zrzucania wagi koncentrowałam się tylko na tym wyzwaniu. Nie narzucałam sobie kilku niemożliwych rzeczy na raz.
  • nie miałam ściśle określonego planu. Koncentrując się na diecie wiedziałam, że odniosę sukces, jeśli wrócę do wagi 60 kilogramów (lub niżej) i kiedy uda mi się ją utrzymać. W podświadomości od początku miałam zakodowany cel.
  • nie cieszyłam się z każdego małego zwycięstwa. Kolejny tydzień bez papierosa? Nagradzałam się czymś: czy to pysznym ciastkiem, czy nową bluzką. Cóż to było za wspaniałe uczucie wiedzieć, że tak dobrze mi idzie! Już nie mogłam się doczekać kolejnego tygodnia bez dymka.
  • nie powiedziałam wszystkim w moim otoczeniu, że chcę coś osiągnąć. Gdy byłam na diecie, wszyscy w moim otoczeniu wiedzieli o tym. Uniknęłam w ten sposób namawiania mnie na słodycze i zyskałam doping: kiedy miałam zły dzień, powtarzali mi, jak świetnie wyglądam i jak wspaniale daję sobie radę.
  • nie byłam wystarczająco uparta. Wiedziałam, że na imprezach więcej palę, dlatego początkowo ich unikałam. Robiłam to tak długo, aż byłam pewna, że gdy wypiję lampkę wina już nie będę chciała palić. Och, jak bardzo mi tego brakowało! Ale dałam radę. 8 lat później, a ja nadal nie palę.
  • nie zastąpiłam starych nawyków nowymi. Moim największym problemem było podjadanie wieczorami. Tu ciasteczko, tam czipsy... A bioderka nie oczy- nie zostają tego samego rozmiaru od urodzenia. Pozbyłam się wszelkich słodkich pokus z domu i zastąpiłam je zdrowszymi opcjami. Zaczęłam planować z wyprzedzeniem – jeśli wiedziałam, że będę później oglądała film lub czytała książkę, szykowałam sobie przekąski: kawałki marchewek, pokrojony melon lub ananas... Mogłam wtedy podjadać bez wyrzutów sumienia.
  • nie wiedziałam, jakie będą zyski z odniesionego sukcesu. Przykład? Wiedziałam, że po rzuceniu palenia będę miała zdrowszą cerę, lepszą kondycję, więcej zaoszczędzonych pieniędzy...
  • nie byłam przygotowana na gorsze dni. Każdy z nas ma kiedyś zły dzień, a będąc kobietą te zdarzają się nam regularnie... co najmniej raz w miesiącu. Pozwalałam sobie czasem na chwile przemyślanej słabości. Gdy wyłam z rozpaczy do księżyca, że brakuje mi czegoś słodkiego, wiedziałam, czego szukać, żeby nie czuć się później winną (wszak same owoce i warzywa to czasem za mało). Znalazłam nisko-tłuszczowe, naturalnie słodkie lody owocowe i to one pomagały mi przetrwać najgorsze chwile. Zdarzało się, że zjadałam całe opakowanie lodów (7 sztuk) w kilka godzin. Ale bez wyrzutów sumienia mogłam sobie na nie pozwolić.
  • nie odrobiłam zadania domowego. Nie przeszłam na dietę w ciemno. Spędziłam kilka dni czytając książkę ‘I quit sugar’, w sieci poszukałam zdrowych przepisów... Byłam świadoma wyrzeczeń, które będę musiała ponieść w niedalekiej przyszłości.
  • nie nagrodziłam się, gdy osiągnęłam sukces. Poczułam, że to naprawdę ważne, żeby się porządnie nagrodzić, gdy dotrę do wyznaczonego celu. Po powrocie do mojej wagi z liceum byłam z siebie naprawdę dumna, że tak wspaniale dałam sobie ze wszystkim radę. Kupiłam sobie wielki bukiet kwiatów i poszłam ze znajomymi do restauracji, aby świętować... Wszak jest co!

Czy mam rację nazywać moje dokonania sukcesami? Tak, mam. Każde wyzwanie, które przed sobą stawiamy i które pokonujemy to sukces. Patrząc na swoje życie wstecz śmiało mogę stwierdzić, że zbyt małą poświęciłam im uwagę. Sukces za sukcesem przeszły niezauważone... zapomniane po latach. Nie zrozumcie mnie źle – o tych największych pamiętam, ale te mniejsze odeszły w zapomnienie... Jaka szkoda! A czyż nie byłoby wspaniale w chwili słabości móc je wszystkie zobaczyć zarchiwizowane w jednym miejscu i pomyśleć ‘Jak ja dużo dokonałam! Ile słabości pokonałam! Ile sukcesów odniosłam!’ i czerpać z nich siłę i walkę do działania?

Motywujące cytaty. InteriorsPL.com

Od kilku dni w biblioteczce trzymam specjalny dziennik, w którym notuję wszystkie odniesione przeze mnie zwycięstwa: te malutkie i te ważne, ogromne. Każdego dnia pokonujemy bitwę za bitwą. Ktoś powiedział, że życie zaczyna się poza naszą strefą komfortu i wiecie co? Gnojek miał rację. Bo czyż można nazwać życiem istnienie bez jakichkolwiek emocji, starań, czy wysiłków? Życie jest jak tor wyścigowy. To zakręty nadają mu znaczenie.

Teraz, gdy wyciągnęłam wnioski z sukcesów, których już dokonałam, powinno być mi być łatwiej dokonać ich w tych bardziej sprecyzowanych dziedzinach mojego życia. Tak naprawdę to chyba nie ma się czego bać... przecież nie można bać się czegoś, czego jeszcze się nie zna? Zobaczymy, jak mi pójdzie tym razem. Podsumowując: zauważyłam, że aby osiągnąć sukces, potrzebujemy 10 kroków:


Krok pierwszy: nie wymagaj od siebie za dużo na raz

Krok drugi: szczegółowo określ, kiedy coś stanie się dla ciebie sukcesem.

Krok trzeci: doceń to, czego już dokonałeś i nagródź się za tą wygraną.

Krok czwarty: powiedz komuś o swoim celu. Powiedzenie tego na głos sprawi, że naprawdę w to uwierzysz (jeśli jeszcze nie wierzyłeś), ale zyskasz też doping i pomoc od najbliższych osób.

Krok piąty: upór, upór i jeszcze raz upór

Krok szósty: pozbądź się starych nawyków!

Krok siódmy: miej sprecyzowane benefity, które zyskasz, gdy osiągniesz sukces.

Krok ósmy: bądź przygotowany na gorsze dni.

Krok dziewiąty: odrób zadanie domowe. Dowiedz się więcej o swoim celu.

Krok dziesiąty: nagródź się, gdy już osiągniesz swój sukces!


Jakich sukcesów Wy dokonaliście dzisiaj/w tym tygodniu/ miesiącu? Czym jest dla Was sukces? Zapytałam Was o to Facebooku i tak mi odpowiedzieliście:

'Sukces to dla mnie wstać rano w dobrym humorze i cieszyć się z tego, co przyjdzie mi robić przez cały dzień. Sukces to wracać do domu z przekonaniem, że czeka w nim ktoś, komu naprawdę na Tobie zależy i kto bierze Cię w pakiecie ze wszystkimi Twoimi wadami. Sukces to mieć odwagę marzyć i sięgać po najwyższe cele, jak po swoje. To komfort w podejmowaniu decyzji – żeby mojego ‘Tak’ lub ‘Nie’ nigdy nie musiał generować stan konta.' - Monika Gabas

Dla mnie sukcesem w tym tygodniu jest uświadomienie sobie, co zrobić, żeby go dokonać!